- Przepraszam, za to co ostatnio ci powiedziałem. - mruknął, patrząc na mnie smutno.
- Tylko o tym chciałeś pogadać? - zapytałam zmieszana. Nie chciałam jego przeprosin. Mógł się liczyć ze słowami.
- Nie, ale na początku chciałem przyznać, że źle cię potraktowałem. - odpowiedział, kładąc ręce na swoich kolanach. Skinęłam głową, żeby kontynuował. - Rozmawiałem wczoraj z tatą i.. - cicho westchnął. - On chce, żeby zamieszkał z tobą. - dodał, zamykając na chwilę oczy, jakby chciał sobie coś wyobrazić. Tak właściwie nie wiem, co było w tym takiego złego.
- I to było takie ważne? - zapytałam z nutką zadrwienia w głosie.
- Zgodziłem się tylko dlatego, żebyś nie została sama. - przyznał, pocierając skronie.
- Przecież nie jestem sama. - przymrużyłam oczy i spojrzałam na niego pytająco.
- Tata wyjeżdża. - spuścił wzrok i złączył usta w cienką linię.
- Co? Czemu?! - powoli zauważałam co on tak na prawdę chciał mi przekazać.
- To nie jest ważne. Po prostu musi wyjechać. - powiedział, chwytając moją dłoń. - Wiem, że to będzie trudny okres, szczególnie dla ciebie. Nie wiem, czy dam radę uporać się z siedemnastolatką, która nawet nie chce z nikim rozmawiać. Boje się, że cię stracę. - popatrzył na mnie ze łzami w oczach.
- O czym ty mówisz? - zapytałam znów zaskoczona.
- Kłócimy się nawet rozmawiając przez telefon, a co jak zamieszkamy razem? - wstał z łóżka i złapał się za szyję.
- Kiedyś przecież było normalnie. - przyznałam, podchodząc do niego.
- Kiedyś żyła mama. - mruknął, przez co moja twarz stała się cała morka. Zawszę płaczę, kiedy ktoś o niej wspomni.
- Poradzimy sobie. - szepnęłam, ale na szczęście Louis mnie usłyszał. Przytulił mnie do siebie i delikatnie pogłaskał po włosach. - Kiedy on wyjeżdża? - zapytałam, przerywając ciszę.
- Jutro. - odparł, oblizując usta.
- Chce zostać sama. - powiedziałam, odrywając się od niego. O nic nie zapytał i po prostu wyszedł z pokoju. Cieszył mnie ten fakt.
Usiadłam na brzegu łóżka i sięgnęłam telefon z komody. Przeglądałam swoją listę kontaktów, aż w końcu znalazłam Alex. Wybrałam jej numer i przycisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odebrała po dwóch sygnałach.
- Możemy się spotkać? - zapytałam, wycierając łzy.
- Co się stało? - odparła z niepokojem.
- Nie chce rozmawiać o tym przez telefon. - schowałam za ucho, kosmyk włosów, który znalazł się na mojej twarzy.
- Zaraz u ciebie będę. - nic nie odpowiadając, rozłączyłam się. Otworzyłam swoją szafę i wyjęłam z niej szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Do tego postanowiłam ubrać swoje czarne adidasy. Szybko się przebrałam i ręką przeczesałam włosy. Chciałam wyjść z domu, zanim przyjedzie tu Alex. Nikt nie może wiedzieć, że chce się z nią spotkać. Ostrożnie otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyszłam na korytarz. Powoli schodziłam po schodach, aż w końcu znalazłam się koło drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam głos za sobą, więc natychmiast się odwróciłam.
- Nigdzie. - odparłam i próbowałam się uśmiechnąć, ale pewnie mój uśmiech bardziej przypominał grymas.
- Przecież widzę. - powiedział mój brat, przechylając głowę w lewo. - A tak właściwie, to ja dobrze widzę, że ty, ty wychodzisz z domu? - zapytał zaskoczony, przez co odetchnęłam z ulgą. Może w końcu da mi wyjść bez licznych wyjaśnień.
- Idę na spacer. Tak na chwilę, żeby się przewietrzyć. - machnęłam lekceważąco ręką i znów odwróciłam się w stronę drzwi, chwytając za klamkę.
- Okeey. - odparł irytująco. - Miłego spaceru? - powiedział, chociaż bardziej brzmiało to jak pytanie. Otworzyłam drzwi, a zimny wiatr od razu rozwiał moje rozpuszczone włosy. Stanęłam przed domem i czekałam, aż moje oczy ujrzą samochód Alex. Gdy tylko go zobaczyłam, wsiadłam na przednie siedzenie.
- Możemy gdzieś pojechać, proszę. - mruknęłam, na co moja kuzynka skinęła tylko głową. Jechałyśmy w totalnej ciszy. Po kilkunastu minutach zatrzymałyśmy się koło wielkiego budynku, który trochę przypominał hotel.
- To to za miejsce? - zapytałam, jednocześnie przerywając tą niezręczną ciszę.
- Internat. - odpowiedziała, lekko unosząc kąciki swoich ust. - Tutaj mieszka Hanna. - dodała, spoglądając na mnie.
- To chodźmy! - powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
Razem wyszłyśmy z auta i ruszyłyśmy w stronę wejścia. Stanęłam jak wryta, kiedy ujrzałam znajomą postać, idącą w naszym kierunku.
______________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział. Ostatnio nie mam na nic czasu, wybaczcie :c Nie sprawdzałam jeszcze rozdziału, bo chciałam go szybko dodać. Zrobię to później i poprawię wszystkie błędy.
Do następnego! < 3
czwartek, 29 sierpnia 2013
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział 3: I know just how you feel.
- Więc dlaczego to robisz? - zapytał, kiedy już siedzieliśmy na ławce w parku. Spojrzałam na niego niepewnie i wzięłam głęboki oddech.
- Wiesz, jak to jest być samotnym? Stracić jedyną osobę, która cię kochała? - powiedziałam po chwili. - Ja naprawdę nie mam już sił, żeby żyć. - przyznałam, powodując, że ciepła ciesz zaczęła wypływać z moich oczu.
- Nie mów tak. - mruknął, obejmując mnie swoimi silnymi ramionami. - Będzie dobrze. - spojrzał na mnie z pełnym troski wyrazem twarzy.
- Nie kłam. - syknęłam, zamykając na chwilę oczy. - Minął rok, cały pieprzony rok. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zatracam się w tym wszystkim, rozumiesz? Potrzebuje pomocy. - powiedziałam, wypuszczając kolejne łzy.
- Jestem tu, żeby ci pomóc. - odparł, kładąc głowę w zgięciu mojej szyi.
- Jesteś na chwilę.. - mruknęłam, zaciskając usta w cienką linię. - jak każdy. - dodałam i momentalnie się od niego odsunęłam. - Chyba już pójdę. - rzuciłam i wstałam z ławki.
- Proszę. - szepnął, powodując, że popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma. - Pozwól sobie pomóc. - dodał i stanął przede mną.
- Jak? - zapytałam, pociągając ostatni raz nosem.
- Nie odtrącają osób, które chcą dla ciebie jak najlepiej. - mruknął, wystawiając dłoń w moim kierunku. - Chodź, odprowadzę cię do domu.
Do mojego domu było jakieś pięć minut drogi, więc mogłam dojść sama, chociaż nie powiem, że się nie bałam.. no, bo w końcu już była noc.
- Czemu w ogóle chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam, jednocześnie przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Chciałem ci pomóc. - odpowiedział, nonszalancko wzruszając ramionami.
- Tak, ale dlaczego? - potarłam ramię z zimna.
- Bo w pewnym sensie przeżyłem to co ty. - powiedział, przejeżdżając językiem po górnej wardze. - Zimno ci? - skinęłam nieśmiało głową. Chłopak zdjął z siebie bluzę i okrył nią moje drżące ciało.
- Dziękuje. - przelotnie się uśmiechnęłam i wróciłam do tematu. - W pewnym sensie? - zapytałam, marszcząc przy tym brwi.
- Moja siostra zginęłam w wypadku dwa lata temu. - przyznał, zamykając na chwilę powieki.
- Nie powiem, że mi przykro, bo wiem, że to wkurza, gdy ktoś w kółko to powtarza. Po prostu wiem, co czujesz. - powiedziałam, odwracając na chwilę od niego wzrok.
- Próbuje o tym nie myśleć, zapomnieć. - mruknął, przeczesując dłonią swoje brązowe włosy.
- Nie da się o tym zapomnieć. - szepnęłam, a z ust Justina wydobył się ciszy chichot. Dziwne.
- Da się.. o ile bardzo tego chcesz. Ty najwyraźniej nie pogodziłaś się ze śmiercią.. - popatrzył na mnie pytająco.
- Mamy. - mruknęłam, ściszając ton swojego głosu. - Jesteśmy już na miejscu. - wskazałam palcem na dom przed nami.
- Umm, tak. Do zobaczenia. - odparł chłopak i ruszył w przeciwną stronę.
- A bluza? - zapytałam, spoglądając na jego znikającą sylwetkę.
- Oddasz, kiedy się znów spotkamy! - krzyknął, ale i tak słabo było go słychać.
- A spotkamy? - szepnęłam bardziej do siebie, bo wiedziałam, że on mnie już nie słyszy. Stałam tam kilka sekund, pogrążona we własnych myślach, aż w końcu ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je kluczem- który na szczęście wzięłam z domu - i szybko weszłam po schodach na górę. Ściągnęłam niewygodne buty i pośpiesznym krokiem poszłam do swojego pokoju. Zapaliłam światło od bardzo dawna i rzuciłam się na łóżko. Postanowiłam zajrzeć do małej torebki, w celu znalezienia telefonu. Wyciągnęłam go z niej i odblokowałam. Zamarłam widząc liczbę nieodebranych połączeń.. i to wszystkich od Alex. Chyba jej nie powiedziałam, że wychodzę. Ups.
Natychmiast wystukałam jej numer i czekałam aż odbierze.
- Boże, Aria! - krzyknęła, jednocześnie ze szczęściem i złością. - Gdzie ty do cholery jesteś? - zapytała zmartwiona.
- W domu. - mruknęłam niepewnie.
- Wróciłaś sama? - nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Ktoś mnie odprowadził. Zresztą nieważne. - machnęłam lekceważąco ręką, chociaż wiedziałam, że ona tego nie widzi.
- Okeeeey. - przeciągnęła irytująco "e".
- Dziękuje, że mnie wyciągnęłaś z domu. To chyba nie był najgorszy pomysł. - przyznałam, a do mojego ucha dobiegł głośny chichot mojej kuzynki.
- Mówiłam ci przecież, że będzie fajnie. - powiedziała z uczuciem satysfakcji. - Muszę kończyć. - dodała, rozłączając się.
Podeszłam do swojej szafy, żeby wyjąć z niej luźną bluzkę i czystą bieliznę. Weszłam z ubraniami do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wytarłam się delikatnie ręcznikiem, po czym założyłam przygotowane rzeczy. Rozpuściłam swoje włosy, rozczesując je powoli. Zmyłam makijaż - o ile mogę, tak to nazwać - i z powrotem weszłam do pokoju. Przetarłam oczy ze zmęczenia i zgasiłam wciąż zapalone światło. Bezwładnie opadłam na łóżko, zamykając przy tym powieki. Od razu zapadłam w głęboki sen.
***
Rano obudziło mnie głośnie walnie do drzwi. Jęknęłam w duchu i powoli ruszyłam, żeby otworzyć. Ktokolwiek teraz stał za tymi drzwiami, powinien zostać martwy, przez to, że przerwał mój sen.
- Już idę. - mruknęłam, kiedy usłyszałam jeszcze głośniejszy hałas. Pociągnęłam za klamkę i spojrzałam na chłopaka, który właśnie ukazał się moim oczom.
- Louis? - zapytałam zaskoczona, jego obecnością w tym domu. - Co ty tu robisz? - dodałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Musimy poważnie pogadać. - mruknął, powodując u mnie uczucie niepewności, którego tak nie lubiłam.
- Jasne, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi, tym samym wpuszczając go do swojego pokoju. Tylko jemu jeszcze pozwalałam tu wchodzić, chociaż po ostatnim incydencie dziwię się, że dałam mu tu wejść.
- Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam, kiedy usiadł już na krześle. Przełknął głośno ślinę i popatrzył na mnie w bólem, powodując ukłucie w moim sercu. Ehh, ta cholerna niepewność.
____________________________________________
Szalona ja.. dodaje rozdział o 2! Długo go pisałam i dlatego tak późno :c
Bardzo się cieszę, że piszę to opowiadanie, bo Justin i Lucy są moimi idolami. Jucy aka najpiękniejsza para ever haha. Żeby was już nie zanudzać, powiem tylko, że następny rozdział będzie w niedzielę lub wtorek.
Dziękuje za komentarze, kocham was! xox
- Wiesz, jak to jest być samotnym? Stracić jedyną osobę, która cię kochała? - powiedziałam po chwili. - Ja naprawdę nie mam już sił, żeby żyć. - przyznałam, powodując, że ciepła ciesz zaczęła wypływać z moich oczu.
- Nie mów tak. - mruknął, obejmując mnie swoimi silnymi ramionami. - Będzie dobrze. - spojrzał na mnie z pełnym troski wyrazem twarzy.
- Nie kłam. - syknęłam, zamykając na chwilę oczy. - Minął rok, cały pieprzony rok. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zatracam się w tym wszystkim, rozumiesz? Potrzebuje pomocy. - powiedziałam, wypuszczając kolejne łzy.
- Jestem tu, żeby ci pomóc. - odparł, kładąc głowę w zgięciu mojej szyi.
- Jesteś na chwilę.. - mruknęłam, zaciskając usta w cienką linię. - jak każdy. - dodałam i momentalnie się od niego odsunęłam. - Chyba już pójdę. - rzuciłam i wstałam z ławki.
- Proszę. - szepnął, powodując, że popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma. - Pozwól sobie pomóc. - dodał i stanął przede mną.
- Jak? - zapytałam, pociągając ostatni raz nosem.
- Nie odtrącają osób, które chcą dla ciebie jak najlepiej. - mruknął, wystawiając dłoń w moim kierunku. - Chodź, odprowadzę cię do domu.
Do mojego domu było jakieś pięć minut drogi, więc mogłam dojść sama, chociaż nie powiem, że się nie bałam.. no, bo w końcu już była noc.
- Czemu w ogóle chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam, jednocześnie przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Chciałem ci pomóc. - odpowiedział, nonszalancko wzruszając ramionami.
- Tak, ale dlaczego? - potarłam ramię z zimna.
- Bo w pewnym sensie przeżyłem to co ty. - powiedział, przejeżdżając językiem po górnej wardze. - Zimno ci? - skinęłam nieśmiało głową. Chłopak zdjął z siebie bluzę i okrył nią moje drżące ciało.
- Dziękuje. - przelotnie się uśmiechnęłam i wróciłam do tematu. - W pewnym sensie? - zapytałam, marszcząc przy tym brwi.
- Moja siostra zginęłam w wypadku dwa lata temu. - przyznał, zamykając na chwilę powieki.
- Nie powiem, że mi przykro, bo wiem, że to wkurza, gdy ktoś w kółko to powtarza. Po prostu wiem, co czujesz. - powiedziałam, odwracając na chwilę od niego wzrok.
- Próbuje o tym nie myśleć, zapomnieć. - mruknął, przeczesując dłonią swoje brązowe włosy.
- Nie da się o tym zapomnieć. - szepnęłam, a z ust Justina wydobył się ciszy chichot. Dziwne.
- Da się.. o ile bardzo tego chcesz. Ty najwyraźniej nie pogodziłaś się ze śmiercią.. - popatrzył na mnie pytająco.
- Mamy. - mruknęłam, ściszając ton swojego głosu. - Jesteśmy już na miejscu. - wskazałam palcem na dom przed nami.
- Umm, tak. Do zobaczenia. - odparł chłopak i ruszył w przeciwną stronę.
- A bluza? - zapytałam, spoglądając na jego znikającą sylwetkę.
- Oddasz, kiedy się znów spotkamy! - krzyknął, ale i tak słabo było go słychać.
- A spotkamy? - szepnęłam bardziej do siebie, bo wiedziałam, że on mnie już nie słyszy. Stałam tam kilka sekund, pogrążona we własnych myślach, aż w końcu ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je kluczem- który na szczęście wzięłam z domu - i szybko weszłam po schodach na górę. Ściągnęłam niewygodne buty i pośpiesznym krokiem poszłam do swojego pokoju. Zapaliłam światło od bardzo dawna i rzuciłam się na łóżko. Postanowiłam zajrzeć do małej torebki, w celu znalezienia telefonu. Wyciągnęłam go z niej i odblokowałam. Zamarłam widząc liczbę nieodebranych połączeń.. i to wszystkich od Alex. Chyba jej nie powiedziałam, że wychodzę. Ups.
Natychmiast wystukałam jej numer i czekałam aż odbierze.
- Boże, Aria! - krzyknęła, jednocześnie ze szczęściem i złością. - Gdzie ty do cholery jesteś? - zapytała zmartwiona.
- W domu. - mruknęłam niepewnie.
- Wróciłaś sama? - nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Ktoś mnie odprowadził. Zresztą nieważne. - machnęłam lekceważąco ręką, chociaż wiedziałam, że ona tego nie widzi.
- Okeeeey. - przeciągnęła irytująco "e".
- Dziękuje, że mnie wyciągnęłaś z domu. To chyba nie był najgorszy pomysł. - przyznałam, a do mojego ucha dobiegł głośny chichot mojej kuzynki.
- Mówiłam ci przecież, że będzie fajnie. - powiedziała z uczuciem satysfakcji. - Muszę kończyć. - dodała, rozłączając się.
Podeszłam do swojej szafy, żeby wyjąć z niej luźną bluzkę i czystą bieliznę. Weszłam z ubraniami do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wytarłam się delikatnie ręcznikiem, po czym założyłam przygotowane rzeczy. Rozpuściłam swoje włosy, rozczesując je powoli. Zmyłam makijaż - o ile mogę, tak to nazwać - i z powrotem weszłam do pokoju. Przetarłam oczy ze zmęczenia i zgasiłam wciąż zapalone światło. Bezwładnie opadłam na łóżko, zamykając przy tym powieki. Od razu zapadłam w głęboki sen.
***
Rano obudziło mnie głośnie walnie do drzwi. Jęknęłam w duchu i powoli ruszyłam, żeby otworzyć. Ktokolwiek teraz stał za tymi drzwiami, powinien zostać martwy, przez to, że przerwał mój sen.
- Już idę. - mruknęłam, kiedy usłyszałam jeszcze głośniejszy hałas. Pociągnęłam za klamkę i spojrzałam na chłopaka, który właśnie ukazał się moim oczom.
- Louis? - zapytałam zaskoczona, jego obecnością w tym domu. - Co ty tu robisz? - dodałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Musimy poważnie pogadać. - mruknął, powodując u mnie uczucie niepewności, którego tak nie lubiłam.
- Jasne, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi, tym samym wpuszczając go do swojego pokoju. Tylko jemu jeszcze pozwalałam tu wchodzić, chociaż po ostatnim incydencie dziwię się, że dałam mu tu wejść.
- Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam, kiedy usiadł już na krześle. Przełknął głośno ślinę i popatrzył na mnie w bólem, powodując ukłucie w moim sercu. Ehh, ta cholerna niepewność.
____________________________________________
Szalona ja.. dodaje rozdział o 2! Długo go pisałam i dlatego tak późno :c
Bardzo się cieszę, że piszę to opowiadanie, bo Justin i Lucy są moimi idolami. Jucy aka najpiękniejsza para ever haha. Żeby was już nie zanudzać, powiem tylko, że następny rozdział będzie w niedzielę lub wtorek.
Dziękuje za komentarze, kocham was! xox
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 2: Never do that again.
- Żartujesz? - zapytałam z rozbawieniem. Kiedy pokiwała przecząco głową, wyraz mojej twarzy spoważniał. - Chyba nie sądzisz, że pójdę z tobą? - mruknęłam, cicho chichocząc.
- To tylko urodziny mojego przyjaciela. Proszę, zgódź się! - namawiała mnie Alex, ale nie miałam zamiaru zmienić decyzji.
- Nie! - krzyknęłam, odwracając się w stronę mojego pokoju.
- Musisz się odstresować. Twoja mama chciałaby, żebyś w końcu się rozerwała.. - powiedziała, łapiąc moją rękę. Dobrze, że nie mogła widzieć mojej twarzy, po której spływały łzy. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił, co chciałaby moja mama, bo wtedy zawszę się poddaje. Wytarłam szybko morkę policzki i znów spojrzałam na nią.
- Okey. Pójdę.. ale tylko na chwilę. - mruknęłam, patrząc jak moja kuzynka skacze z radości. To był dziwny widok.
- Chodź ze mną! Musimy cię zrobić na bóstwo! - odparła entuzjastycznie i ruszyła w stronę torby, która leżała na ziemi - nie widziałam jej wcześniej. Wyjęła z niej krótką, czarną sukienkę.
- Przymierz ją! - zażądała, podając mi ubranie.
- Serio? Sukienka? - zapytałam rozdrażniona i przewróciłam oczami.
- Będzie w niej wyglądać seksownie. - mruknęła, puszczając mi oczko.
- Wolałabym założyć spodnie. - syknęłam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Nie przesadzaj. Idź to załóż i chociaż raz w życiu wyglądaj jak księżniczka. - walnęłam się ręką w czoło i poszłam do łazienki założyć ubranie. Byłam głupia, że jednak zgodziłam się z nią wyjść.
- Wyglądasz.. wow! - powiedziała Alex, kiedy wyszłam już przebrana. Podeszłam do lusterka i obejrzałam się w nim kilka razy. Może i wyglądałam całkiem nieźle, ale nie czułam się w tym ubraniu zbyt dobrze. To nie był mój styl. Nie miałam na sobie sukienki już od jakiegoś roku.
- Możemy już iść? - zapytałam zmęczona tym wszystkim. Chciałam jak najszybciej tam iść i jak najszybciej stamtąd wrócić.
- Jeszcze makijaż. - odparła moja kuzynka i zaczęła szukać potrzebnych rzeczy w torbie.
- Nie! Na nic więcej mnie nie namówisz. - syknęłam, słysząc głośne westchnięcie Alex.
- To może chociaż rzęsy? - starała się mnie nadal namówić. Przewróciłam oczami i skinęłam od nie chcenia głową. Miałam już tego dość. - Jej! - krzyknęła podekscytowana i delikatnie pomalowała moje rzęsy.
- A teraz chodźmy! - zażądałam i razem zeszłyśmy po schodach.
- Jedziemy samochodem z moimi znajomymi.. polubisz ich! - Alex była przepełniona pozytywną energią, co zaczynało mnie drażnić. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy w stronę auta.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz wychodziłam na świeże powietrze. - przyznałam, przez co moja kuzynka zaśmiała się. Weszłyśmy do auta, w którym czekało już na nas dwóch nieznanych mi chłopaków i jedna dziewczyna, którą dziwnym trafem, skądś pamiętałam.
- Aria! - krzyknęła na mój widok i mocno się we mnie wtuliła. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. - Pamiętasz mnie jeszcze? - zapytała.
- Jak mogłabym cię zapomnieć, Hanna? - odpowiedziałam, przez co cichy chichot wydostał się z jej ust. Na szczęście chłopaki siedzieli z przodu, więc nawet nie próbowali z nami rozmawiać. Jedna rzecz, która mnie ucieszyła.
- Co tam u ciebie, słonko? - zapytała Hanna, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem.
- Nie wypytuj tak! - syknęła zła Alex. - Ona przyszła się zabawić, a nie wywiadu udzielać. - dodała i wyjrzała przez okno w samochodzie. Podziękowałam jej w duchu, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co mogłabym odpowiedzieć Hannie. Reszta drogi minęła w ciszy. Nikt nawet nie próbował jej przerwać.
- Jesteśmy. - mruknął jeden z chłopaków, kiedy zaparkowaliśmy koło wielkiego domu. Wysiadłam pierwsza i czekałam na resztę. Kiedy chłopaki mnie zauważyli od razu do mnie podeszli.
- Przepraszam, że wcześniej się nie odzywaliśmy. Myśleliśmy, że już cię znamy czy coś. - zaśmiał się jeden z nich i wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem Kendall. - uśmiechnął się serdecznie.
- A ja Josh. - powiedział drugi i także wystawił dłoń w moim kierunku.
- Aria. - mruknęłam i wymusiłam uśmiech, który na szczęście kupili.
- Nie męczcie jej. - powiedziała Alex, przechodząc obok nas. Odkąd wsiedliśmy do samochodu, zachowywała się dziwnie..
Wszyscy razem ruszyliśmy w stronę wejścia i po chwili byliśmy już w korytarzu, na którym pełno było tańczących osób.
- Rozejrzę się. - rzuciłam i poszłam szukać spokojniejszego miejsca. Poszłam do ogrodu, w którym było trochę mniej ludzi. Usiadłam na ławeczce i oglądałam jak nieznajome mi osoby, skaczą nagie do basenu. Jak na razie nie znalazłam innej rozrywki.
- Hej maleńka! - krzyknął do mnie ciemnoskóry chłopak. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zaczął iść w moim kierunku.
- Jak podoba ci się impreza? - obrzydliwie oblizał usta i usiadł obok mnie, kładąc rękę na moim kolanie.
- Jest.. fajnie. - odpowiedziałam, próbując strącić jego dłoń... bezskutecznie.
- Może być jeszcze fajniej. - jego dłoń przesuwała się po mojej nodze, powodując u mnie dreszcze. Bałam się go. Jedyne czego mi brakowało to gwałt.
Przybliżył swoją twarz do mojego ucha i zaczął je nachalnie ssać.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam, kiedy jego usta zbliżały się do moich.
- Zamknij się, suko. - syknął, próbując odpiąć zamek w mojej sukience.
- Nie słyszałeś o co prosiła cię ta pani? - zapytał nieznany dotąd mi głos.
- Spierdalaj. - odparł Murzyn i nie zwracając uwagi na chłopaka obok, próbował przybliżyć mnie do siebie.
Widząc to ten drugi złapał go za szyję i siłą odciągnął ode mnie. Po czym zaczął okładać go pięściami. Kiedy leżał już zakrwawiony, podszedł do mnie.
- Wszystko okey? - zapytał i spojrzał na mnie ze zmartwieniem.
- Tak, dziękuje. - mruknęłam nieśmiało i spuściłam wzrok. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć coś więcej.
- Jestem Justin. - uśmiechnął się łobuzersko i wyciągnął swoją rękę w moją stronę.
- A ja Aria. - odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam jego dłoń.
- O boże! - zasłonił usta drugą ręką i spojrzał na mnie ze smutkiem. - Nigdy więcej tego nie rób. - dodał, na chwilę zamykając oczy.
- Czego? - zapytałam zaskoczona, a moje brwi na moment się złączyły.
- Nigdy więcej nie sprawiaj sobie bólu. - wskazał palcem na mój nadgarstek. Kompletnie o tym zapomniałam. Schowałam swoją rękę i natychmiast wstałam.
- Muszę już iść. - przyznałam i zaczęłam iść w stronę domu.
- Zaczekaj. - złapał mnie za ramię, przez co byłam zmuszona odwrócić się do niego. - Dlaczego to robisz? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Nikt nigdy o to nie zapytał.
- Nie zrozumiałbyś. - mruknęłam i z trudem zatrzymywałam łzy.
- Tego nie wiesz. Nie znasz mnie. - odparł, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Właśnie dlatego, że cię nie znam, nie powiem ci. - odwróciłam się, ale nie odeszłam. Nadal chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierzało.
- Chce ci tylko pomóc. - przyznał i cicho westchnął. - Może pójdziemy porozmawiać w cichsze miejsce? - zapytał, zmniejszając odległość między nami. Skinęłam głową i spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy zagościł wielki uśmiech. Czy każdy tu musi być taki szczęśliwy?
Złapał delikatnie moją dłoń i wyszliśmy furtką na wielki parking. Nie znałam go, nie wiedziałam jakie miał zamiary, ale chciałam z nim porozmawiać. Tylko on przez całe moje życie, chciał się dowiedzieć co czuję. Tylko on miał tyle odwagi, żeby o to spytać. I właśnie dlatego, postanowiłam mu zaufać.
_____________________________________________
Co sądzicie o rozdziale? Dziękuje za wszystkie wejścia na bloga. Mam nadzieje, że chociaż w małym stopniu spodobało wam się moje opowiadanie :/
Jeżeli chcecie się jakoś ze mną skontaktować, to podaje wam mojego twittera:
https://twitter.com/MAGIC1382
Do następnego :))
- To tylko urodziny mojego przyjaciela. Proszę, zgódź się! - namawiała mnie Alex, ale nie miałam zamiaru zmienić decyzji.
- Nie! - krzyknęłam, odwracając się w stronę mojego pokoju.
- Musisz się odstresować. Twoja mama chciałaby, żebyś w końcu się rozerwała.. - powiedziała, łapiąc moją rękę. Dobrze, że nie mogła widzieć mojej twarzy, po której spływały łzy. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił, co chciałaby moja mama, bo wtedy zawszę się poddaje. Wytarłam szybko morkę policzki i znów spojrzałam na nią.
- Okey. Pójdę.. ale tylko na chwilę. - mruknęłam, patrząc jak moja kuzynka skacze z radości. To był dziwny widok.
- Chodź ze mną! Musimy cię zrobić na bóstwo! - odparła entuzjastycznie i ruszyła w stronę torby, która leżała na ziemi - nie widziałam jej wcześniej. Wyjęła z niej krótką, czarną sukienkę.
- Przymierz ją! - zażądała, podając mi ubranie.
- Serio? Sukienka? - zapytałam rozdrażniona i przewróciłam oczami.
- Będzie w niej wyglądać seksownie. - mruknęła, puszczając mi oczko.
- Wolałabym założyć spodnie. - syknęłam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Nie przesadzaj. Idź to załóż i chociaż raz w życiu wyglądaj jak księżniczka. - walnęłam się ręką w czoło i poszłam do łazienki założyć ubranie. Byłam głupia, że jednak zgodziłam się z nią wyjść.
- Wyglądasz.. wow! - powiedziała Alex, kiedy wyszłam już przebrana. Podeszłam do lusterka i obejrzałam się w nim kilka razy. Może i wyglądałam całkiem nieźle, ale nie czułam się w tym ubraniu zbyt dobrze. To nie był mój styl. Nie miałam na sobie sukienki już od jakiegoś roku.
- Możemy już iść? - zapytałam zmęczona tym wszystkim. Chciałam jak najszybciej tam iść i jak najszybciej stamtąd wrócić.
- Jeszcze makijaż. - odparła moja kuzynka i zaczęła szukać potrzebnych rzeczy w torbie.
- Nie! Na nic więcej mnie nie namówisz. - syknęłam, słysząc głośne westchnięcie Alex.
- To może chociaż rzęsy? - starała się mnie nadal namówić. Przewróciłam oczami i skinęłam od nie chcenia głową. Miałam już tego dość. - Jej! - krzyknęła podekscytowana i delikatnie pomalowała moje rzęsy.
- A teraz chodźmy! - zażądałam i razem zeszłyśmy po schodach.
- Jedziemy samochodem z moimi znajomymi.. polubisz ich! - Alex była przepełniona pozytywną energią, co zaczynało mnie drażnić. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy w stronę auta.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz wychodziłam na świeże powietrze. - przyznałam, przez co moja kuzynka zaśmiała się. Weszłyśmy do auta, w którym czekało już na nas dwóch nieznanych mi chłopaków i jedna dziewczyna, którą dziwnym trafem, skądś pamiętałam.
- Aria! - krzyknęła na mój widok i mocno się we mnie wtuliła. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. - Pamiętasz mnie jeszcze? - zapytała.
- Jak mogłabym cię zapomnieć, Hanna? - odpowiedziałam, przez co cichy chichot wydostał się z jej ust. Na szczęście chłopaki siedzieli z przodu, więc nawet nie próbowali z nami rozmawiać. Jedna rzecz, która mnie ucieszyła.
- Co tam u ciebie, słonko? - zapytała Hanna, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem.
- Nie wypytuj tak! - syknęła zła Alex. - Ona przyszła się zabawić, a nie wywiadu udzielać. - dodała i wyjrzała przez okno w samochodzie. Podziękowałam jej w duchu, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co mogłabym odpowiedzieć Hannie. Reszta drogi minęła w ciszy. Nikt nawet nie próbował jej przerwać.
- Jesteśmy. - mruknął jeden z chłopaków, kiedy zaparkowaliśmy koło wielkiego domu. Wysiadłam pierwsza i czekałam na resztę. Kiedy chłopaki mnie zauważyli od razu do mnie podeszli.
- Przepraszam, że wcześniej się nie odzywaliśmy. Myśleliśmy, że już cię znamy czy coś. - zaśmiał się jeden z nich i wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem Kendall. - uśmiechnął się serdecznie.
- A ja Josh. - powiedział drugi i także wystawił dłoń w moim kierunku.
- Aria. - mruknęłam i wymusiłam uśmiech, który na szczęście kupili.
- Nie męczcie jej. - powiedziała Alex, przechodząc obok nas. Odkąd wsiedliśmy do samochodu, zachowywała się dziwnie..
Wszyscy razem ruszyliśmy w stronę wejścia i po chwili byliśmy już w korytarzu, na którym pełno było tańczących osób.
- Rozejrzę się. - rzuciłam i poszłam szukać spokojniejszego miejsca. Poszłam do ogrodu, w którym było trochę mniej ludzi. Usiadłam na ławeczce i oglądałam jak nieznajome mi osoby, skaczą nagie do basenu. Jak na razie nie znalazłam innej rozrywki.
- Hej maleńka! - krzyknął do mnie ciemnoskóry chłopak. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zaczął iść w moim kierunku.
- Jak podoba ci się impreza? - obrzydliwie oblizał usta i usiadł obok mnie, kładąc rękę na moim kolanie.
- Jest.. fajnie. - odpowiedziałam, próbując strącić jego dłoń... bezskutecznie.
- Może być jeszcze fajniej. - jego dłoń przesuwała się po mojej nodze, powodując u mnie dreszcze. Bałam się go. Jedyne czego mi brakowało to gwałt.
Przybliżył swoją twarz do mojego ucha i zaczął je nachalnie ssać.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam, kiedy jego usta zbliżały się do moich.
- Zamknij się, suko. - syknął, próbując odpiąć zamek w mojej sukience.
- Nie słyszałeś o co prosiła cię ta pani? - zapytał nieznany dotąd mi głos.
- Spierdalaj. - odparł Murzyn i nie zwracając uwagi na chłopaka obok, próbował przybliżyć mnie do siebie.
Widząc to ten drugi złapał go za szyję i siłą odciągnął ode mnie. Po czym zaczął okładać go pięściami. Kiedy leżał już zakrwawiony, podszedł do mnie.
- Wszystko okey? - zapytał i spojrzał na mnie ze zmartwieniem.
- Tak, dziękuje. - mruknęłam nieśmiało i spuściłam wzrok. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć coś więcej.
- Jestem Justin. - uśmiechnął się łobuzersko i wyciągnął swoją rękę w moją stronę.
- A ja Aria. - odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam jego dłoń.
- O boże! - zasłonił usta drugą ręką i spojrzał na mnie ze smutkiem. - Nigdy więcej tego nie rób. - dodał, na chwilę zamykając oczy.
- Czego? - zapytałam zaskoczona, a moje brwi na moment się złączyły.
- Nigdy więcej nie sprawiaj sobie bólu. - wskazał palcem na mój nadgarstek. Kompletnie o tym zapomniałam. Schowałam swoją rękę i natychmiast wstałam.
- Muszę już iść. - przyznałam i zaczęłam iść w stronę domu.
- Zaczekaj. - złapał mnie za ramię, przez co byłam zmuszona odwrócić się do niego. - Dlaczego to robisz? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Nikt nigdy o to nie zapytał.
- Nie zrozumiałbyś. - mruknęłam i z trudem zatrzymywałam łzy.
- Tego nie wiesz. Nie znasz mnie. - odparł, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Właśnie dlatego, że cię nie znam, nie powiem ci. - odwróciłam się, ale nie odeszłam. Nadal chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierzało.
- Chce ci tylko pomóc. - przyznał i cicho westchnął. - Może pójdziemy porozmawiać w cichsze miejsce? - zapytał, zmniejszając odległość między nami. Skinęłam głową i spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy zagościł wielki uśmiech. Czy każdy tu musi być taki szczęśliwy?
Złapał delikatnie moją dłoń i wyszliśmy furtką na wielki parking. Nie znałam go, nie wiedziałam jakie miał zamiary, ale chciałam z nim porozmawiać. Tylko on przez całe moje życie, chciał się dowiedzieć co czuję. Tylko on miał tyle odwagi, żeby o to spytać. I właśnie dlatego, postanowiłam mu zaufać.
_____________________________________________
Co sądzicie o rozdziale? Dziękuje za wszystkie wejścia na bloga. Mam nadzieje, że chociaż w małym stopniu spodobało wam się moje opowiadanie :/
Jeżeli chcecie się jakoś ze mną skontaktować, to podaje wam mojego twittera:
https://twitter.com/MAGIC1382
Do następnego :))
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział 1: You'll look like a princess.
Siedziałam skulona na łóżku i wciąż wpatrywałam się w zdjęcia z dzieciństwa. Na wielu z nich byłam ze swoją mamą. Ona była tak bardzo piękna. Każdy zawszę mówił, że jestem do niej podobna, ale szczerze w to wątpiłam. Nie miałam tak idealnego nosa jak ona albo tak kształtnych ust. Byłam bardziej podobna do swojej cioci, a mój brat do ojca. Tak, mam 21-letniego brata. Do prawdy nie mieszka on z nami, ale często mnie odwiedza. To jedyna osoba, z którą chce mi się rozmawiać. Dlatego też codziennie do mnie dzwoni i pyta się jak mi minął dzień albo czy czegoś potrzebuje. Są wakacje, więc cały czas siedzę w domu. Przynajmniej mam czas na przemyślenia. Zaczynam stwierdzać, że moje życie nie ma sensu i nic już nie będzie takie samo. Teraz kiedy moi "przyjaciele" się ode mnie odwrócili, nie mam nawet z kim porozmawiać o swoich problemach. Muszę wszystko trzymać w sobie, a wszystkie złe wspomnienia wyniszczają mnie od środka. To jest strasznie bolesne i tylko czekam na dzień, w którym będę mogła to zakończyć.
Wstałam na chwilę z łóżka, zostawiając wszystkie zdjęcia na szafce obok i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro, które ukazywało dziewczynę, młodą dziewczynę. Wyglądała na zagubioną, nic niewartą, niekochaną. Właśnie taka była. Na jej policzkach widziałam zaschnięte łzy, jej ręce był zakrwawione, a oczy sine od ciągłego płaczu. Nienawidziłam tego widoku i zrobiłabym wszystko, żeby nigdy więcej go nie widzieć, ale nie mogłam nic zrobić. Sama nie dam rady zmienić swojego życia i samej siebie. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, więc z powrotem weszłam do swojego pokoju.
- Aria, musisz stamtąd w końcu wyjść! Nic nie jesz już od kilku dni! - krzyknął wyraźnie rozdrażniony mój ojciec.
- Nie jestem głodna. - przyznałam, po czym oparłam się o jedną ze ścian. Nie miałam zamiaru otworzyć mu drzwi.
- To chociaż wyjdź na świeże powietrze. - namawiał mnie, chociaż wiedział, że nikt mnie do tego nie zmusi.
- Nie chce. - mruknęłam, pocierając swoje zmęczone oczy. Głośno westchnął i słyszałam, jak schodzi po schodach na dół. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Przywitał mnie ciepły wiatr i dziecięce głosy. Nie pamiętam już jak wygląda nasza okolica, nie wiedziałam też, że na podwórku jest tak ciepło. Mimo to i tak nie miałam zamiaru wychodzić. Na pewno nie dzisiaj. Cieszył mnie fakt, że mieszkamy w dwupiętrowym domku i ja byłam akurat na górze, bo nikt nie mógł mnie zauważyć. W ogóle to nie wiem, czy ludzie wiedzą, że żyję. Słyszałam wiele plotek odnośnie mojej "śmierci", które wydawały się całkiem realne.
Po kilku minutach podeszłam do szafki, dalej pozostawiając otwarte okno i wyjęłam z niej swój telefon. Włączyłam cicho piosenkę "Flowers for a Ghost" - ulubioną piosenkę mojej mamy - i nuciłam ją, wpatrując się ciemność w moim pokoju. Tylko jedno okno było otwarte, resztę zasłoniłam zasłonami, a lampka była niezapalana od wieków, więc było tu dość mrocznie. Kiedy piosenka się skończyła, postanowiłam zadzwonić do mojego brata, bo tęskniłam już za nim. Fakt był moim jedynym bratem, ale też jedyną osobą, która mogła mnie w pewnym stopniu zrozumieć. Wystukałam jego numer i po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Coś się stało? - zapytał zmartwiony. Zazwyczaj to on do mnie dzwoni, więc dziwi go, jak to ja chcę się z nim pierwsza skontaktować.
- Nie, nic. Po prostu chciałam zapytać kiedy przyjeżdżasz. - odparłam, patrząc na swoje bose stopy.
- Jak dam radę to w sobotę. - mruknął smutno, bo dzisiaj dopiero była środa.
- Tęsknie za tobą. - przyznałam, na co irytująco zachichotał.
- Ja za tobą też. To tylko trzy dni, dasz radę. - powiedział, próbując mnie pocieszyć.
- Tak, wiem. - westchnęłam.
- Byłaś gdzieś dzisiaj? Czy ty w ogóle gdzieś wychodzisz? - zapytał, jakby nie wiedział, że ciągle siedzę w domu.
- Nie jestem jeszcze gotowa, na jakiekolwiek wyjścia. - przyznałam, przeczesując ręką swoje splątane włosy.
- Minął rok od śmierci naszej mamy, a ty wciąż to rozpamiętujesz. Musisz o tym po prostu zapomnieć. - odparł spokojnie. Teraz mogłam stwierdzić, że nikt - zupełnie nikt - nie wie jak się czułam przez ten ostatni rok i jak będę się czuła do końca życia.
- Jak możesz tak mówić. To była nasza mama do cholery jasnej! - krzyknęłam zła. To było straszne, że mówienie o jej śmierci, przychodziło mu tak łatwo.
- Mi też jest trudno, ale wiedź, że użalanie się nad sobą ci jej nie zwróci. - dodał, wyprowadzając mnie z równowagi.
- Nie potrzebnie do ciebie dzwoniłam. Nie wiedziałam, że potrafisz być taki bezczelny. Nawet nie wiesz przez co przechodzę. - powiedziałam, czując jak moje oczy napełniają się łzami. Wytarłam je szybko ręką.
- Skoro nikomu o tym nie mówisz, to skąd mam wiedzieć? Jeżeli nie zmienisz swojego życia, to stracisz bliskich. Zobacz tylko jak traktujesz tatę. On cierpi przez ciebie jeszcze bardziej, bo wie, że stracił żonę i córkę na zawszę. - czułam się coraz bardziej beznadziejnie. Każde jego słowo bolało mnie coraz bardziej.
- Nie chcę mi się z tobą rozmawiać. Nie spodziewałam się, że potraktujesz mnie jak gówno. - ledwo co dałam radę to powiedzieć, przez mój nagły napad płaczu. Rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam głośno szlochać. To boli, jak każdy osądza cię, nie wiedząc nawet przez co przechodzisz. Właśnie dlatego nienawidzę żyć.
Wstałam z podłogi i otworzyłam szufladkę, wyjmując z niej swoją jedyną "przyjaciółkę". Przyłożyłam żyletkę do ręki i zrobiłam głęboką ranę na swoim nadgarstku. Nie bolało mnie to prawie wcale, gdyż przyzwyczaiłam się do tego już dawno. Obserwowałam, jak czerwona ciecz spływa po mojej ręce i ląduje na ziemi. Prawie wszędzie na podłodze można było dostrzec zaschniętą krew. Nie miałam sił, żeby to wytrzeć, a nawet nie musiałam tego robić, bo i tak nikt nie wchodził do mojego pokoju. To było jedyne miejsce, w którym mogłam robić co chciałam i nikt by tego nie zobaczył. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Podeszłam powoli go łóżka i sięgnęłam po komórkę.
- Halo? - powiedziałam niepewnie, nie wiedząc kto mógłby do mnie dzwonić.
- Aria? Tu Alex. - odparła z entuzjazmem moja kuzynka. Brakowało mi tylko tego, żeby ona do mnie zadzwoniła. Wyczujcie sarkazm.
- Po co dzwonisz? - zapytałam szorstko, myśląc, że to ją przekona do rozłączenia się.
- Mam fajny pomysł. - powiedziała, cicho chichocząc.
- Jaki? - mruknęłam, zażenowana jej dobrym nastrojem.
- Dowiesz się później. Zaraz u ciebie będę. - dodała szczęśliwie Alex i szybko się rozłączyła, nie dając mi nawet szansy, o nic spytać.
Odłożyłam telefon z powrotem na łóżko. Co miało znaczyć "zaraz u ciebie będę"? Nie chce, żeby nikt mnie odwiedzał, a w szczególności ona. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej szarą bluzę Louisa, którą kiedyś u mnie zostawił. Okryłam nią swoje prawie nagie ciało i weszłam do łazienki. Podwinęłam rękaw i przemyłam zimną wodą zakrwawioną rękę. Potem wytarłam ręcznikiem mokre policzki i przeczesałam szczotką włosy - nie było to dość łatwe, bo były strasznie splątane. Z dołu doszły do mnie śmiechy, więc podejrzewałam, że Alex już tu była. Dość szybko udało jej się tu dojechać.
- Aria, masz gościa. - powiedział z radością mój tata. Pewnie myślał, że dzięki niej gdzieś wyjdę. Zaraz się rozczaruje. Biedaczek.
- Już idę. - otworzyłam drzwi i szybko wyszłam ze swojego pokoju. Nie chciałam, żeby Alex do niego wchodziła. Gdy tylko ją zobaczyłam, jeszcze bardziej zapragnęłam śmierci. Wyglądała jak zwykle ślicznie, a jej piękność dopełniał szczery uśmiech. Miała na sobie krótką sukienkę i wysokie szpilki. Do prawdy nigdy bym się tak nie ubrała, ale ona wyglądała w tym zestawie zjawiskowo.
- Zaraz i ty będziesz wyglądała jak księżniczka. - zaśmiała się i złapała delikatnie moją dłoń.
- Co masz na myśli? - zapytałam przerażona faktem, że moja kuzynka ma jakiś plan związany ze mną.
- Idziemy na imprezę słonko. - odpowiedziała i mogę się założyć, że jej uśmiech znacznie by się powiększył, gdyby tylko mógł. Chyba nie sądziła, że się na to zgodzę.
__________________________________
Witam. Mam nadzieje, że podobał wam się rozdział. Mogę was zapewnić, że następne będą ciekawsze. O tym rozdziale poinformuje osoby, które podawały mi swoje Twittery na Facebook'u :)
Jakieś pytania? - https://twitter.com/MAGIC1382 <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Wstałam na chwilę z łóżka, zostawiając wszystkie zdjęcia na szafce obok i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro, które ukazywało dziewczynę, młodą dziewczynę. Wyglądała na zagubioną, nic niewartą, niekochaną. Właśnie taka była. Na jej policzkach widziałam zaschnięte łzy, jej ręce był zakrwawione, a oczy sine od ciągłego płaczu. Nienawidziłam tego widoku i zrobiłabym wszystko, żeby nigdy więcej go nie widzieć, ale nie mogłam nic zrobić. Sama nie dam rady zmienić swojego życia i samej siebie. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, więc z powrotem weszłam do swojego pokoju.
- Aria, musisz stamtąd w końcu wyjść! Nic nie jesz już od kilku dni! - krzyknął wyraźnie rozdrażniony mój ojciec.
- Nie jestem głodna. - przyznałam, po czym oparłam się o jedną ze ścian. Nie miałam zamiaru otworzyć mu drzwi.
- To chociaż wyjdź na świeże powietrze. - namawiał mnie, chociaż wiedział, że nikt mnie do tego nie zmusi.
- Nie chce. - mruknęłam, pocierając swoje zmęczone oczy. Głośno westchnął i słyszałam, jak schodzi po schodach na dół. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Przywitał mnie ciepły wiatr i dziecięce głosy. Nie pamiętam już jak wygląda nasza okolica, nie wiedziałam też, że na podwórku jest tak ciepło. Mimo to i tak nie miałam zamiaru wychodzić. Na pewno nie dzisiaj. Cieszył mnie fakt, że mieszkamy w dwupiętrowym domku i ja byłam akurat na górze, bo nikt nie mógł mnie zauważyć. W ogóle to nie wiem, czy ludzie wiedzą, że żyję. Słyszałam wiele plotek odnośnie mojej "śmierci", które wydawały się całkiem realne.
Po kilku minutach podeszłam do szafki, dalej pozostawiając otwarte okno i wyjęłam z niej swój telefon. Włączyłam cicho piosenkę "Flowers for a Ghost" - ulubioną piosenkę mojej mamy - i nuciłam ją, wpatrując się ciemność w moim pokoju. Tylko jedno okno było otwarte, resztę zasłoniłam zasłonami, a lampka była niezapalana od wieków, więc było tu dość mrocznie. Kiedy piosenka się skończyła, postanowiłam zadzwonić do mojego brata, bo tęskniłam już za nim. Fakt był moim jedynym bratem, ale też jedyną osobą, która mogła mnie w pewnym stopniu zrozumieć. Wystukałam jego numer i po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
- Coś się stało? - zapytał zmartwiony. Zazwyczaj to on do mnie dzwoni, więc dziwi go, jak to ja chcę się z nim pierwsza skontaktować.
- Nie, nic. Po prostu chciałam zapytać kiedy przyjeżdżasz. - odparłam, patrząc na swoje bose stopy.
- Jak dam radę to w sobotę. - mruknął smutno, bo dzisiaj dopiero była środa.
- Tęsknie za tobą. - przyznałam, na co irytująco zachichotał.
- Ja za tobą też. To tylko trzy dni, dasz radę. - powiedział, próbując mnie pocieszyć.
- Tak, wiem. - westchnęłam.
- Byłaś gdzieś dzisiaj? Czy ty w ogóle gdzieś wychodzisz? - zapytał, jakby nie wiedział, że ciągle siedzę w domu.
- Nie jestem jeszcze gotowa, na jakiekolwiek wyjścia. - przyznałam, przeczesując ręką swoje splątane włosy.
- Minął rok od śmierci naszej mamy, a ty wciąż to rozpamiętujesz. Musisz o tym po prostu zapomnieć. - odparł spokojnie. Teraz mogłam stwierdzić, że nikt - zupełnie nikt - nie wie jak się czułam przez ten ostatni rok i jak będę się czuła do końca życia.
- Jak możesz tak mówić. To była nasza mama do cholery jasnej! - krzyknęłam zła. To było straszne, że mówienie o jej śmierci, przychodziło mu tak łatwo.
- Mi też jest trudno, ale wiedź, że użalanie się nad sobą ci jej nie zwróci. - dodał, wyprowadzając mnie z równowagi.
- Nie potrzebnie do ciebie dzwoniłam. Nie wiedziałam, że potrafisz być taki bezczelny. Nawet nie wiesz przez co przechodzę. - powiedziałam, czując jak moje oczy napełniają się łzami. Wytarłam je szybko ręką.
- Skoro nikomu o tym nie mówisz, to skąd mam wiedzieć? Jeżeli nie zmienisz swojego życia, to stracisz bliskich. Zobacz tylko jak traktujesz tatę. On cierpi przez ciebie jeszcze bardziej, bo wie, że stracił żonę i córkę na zawszę. - czułam się coraz bardziej beznadziejnie. Każde jego słowo bolało mnie coraz bardziej.
- Nie chcę mi się z tobą rozmawiać. Nie spodziewałam się, że potraktujesz mnie jak gówno. - ledwo co dałam radę to powiedzieć, przez mój nagły napad płaczu. Rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam głośno szlochać. To boli, jak każdy osądza cię, nie wiedząc nawet przez co przechodzisz. Właśnie dlatego nienawidzę żyć.
Wstałam z podłogi i otworzyłam szufladkę, wyjmując z niej swoją jedyną "przyjaciółkę". Przyłożyłam żyletkę do ręki i zrobiłam głęboką ranę na swoim nadgarstku. Nie bolało mnie to prawie wcale, gdyż przyzwyczaiłam się do tego już dawno. Obserwowałam, jak czerwona ciecz spływa po mojej ręce i ląduje na ziemi. Prawie wszędzie na podłodze można było dostrzec zaschniętą krew. Nie miałam sił, żeby to wytrzeć, a nawet nie musiałam tego robić, bo i tak nikt nie wchodził do mojego pokoju. To było jedyne miejsce, w którym mogłam robić co chciałam i nikt by tego nie zobaczył. Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Podeszłam powoli go łóżka i sięgnęłam po komórkę.
- Halo? - powiedziałam niepewnie, nie wiedząc kto mógłby do mnie dzwonić.
- Aria? Tu Alex. - odparła z entuzjazmem moja kuzynka. Brakowało mi tylko tego, żeby ona do mnie zadzwoniła. Wyczujcie sarkazm.
- Po co dzwonisz? - zapytałam szorstko, myśląc, że to ją przekona do rozłączenia się.
- Mam fajny pomysł. - powiedziała, cicho chichocząc.
- Jaki? - mruknęłam, zażenowana jej dobrym nastrojem.
- Dowiesz się później. Zaraz u ciebie będę. - dodała szczęśliwie Alex i szybko się rozłączyła, nie dając mi nawet szansy, o nic spytać.
Odłożyłam telefon z powrotem na łóżko. Co miało znaczyć "zaraz u ciebie będę"? Nie chce, żeby nikt mnie odwiedzał, a w szczególności ona. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej szarą bluzę Louisa, którą kiedyś u mnie zostawił. Okryłam nią swoje prawie nagie ciało i weszłam do łazienki. Podwinęłam rękaw i przemyłam zimną wodą zakrwawioną rękę. Potem wytarłam ręcznikiem mokre policzki i przeczesałam szczotką włosy - nie było to dość łatwe, bo były strasznie splątane. Z dołu doszły do mnie śmiechy, więc podejrzewałam, że Alex już tu była. Dość szybko udało jej się tu dojechać.
- Aria, masz gościa. - powiedział z radością mój tata. Pewnie myślał, że dzięki niej gdzieś wyjdę. Zaraz się rozczaruje. Biedaczek.
- Już idę. - otworzyłam drzwi i szybko wyszłam ze swojego pokoju. Nie chciałam, żeby Alex do niego wchodziła. Gdy tylko ją zobaczyłam, jeszcze bardziej zapragnęłam śmierci. Wyglądała jak zwykle ślicznie, a jej piękność dopełniał szczery uśmiech. Miała na sobie krótką sukienkę i wysokie szpilki. Do prawdy nigdy bym się tak nie ubrała, ale ona wyglądała w tym zestawie zjawiskowo.
- Zaraz i ty będziesz wyglądała jak księżniczka. - zaśmiała się i złapała delikatnie moją dłoń.
- Co masz na myśli? - zapytałam przerażona faktem, że moja kuzynka ma jakiś plan związany ze mną.
- Idziemy na imprezę słonko. - odpowiedziała i mogę się założyć, że jej uśmiech znacznie by się powiększył, gdyby tylko mógł. Chyba nie sądziła, że się na to zgodzę.
__________________________________
Witam. Mam nadzieje, że podobał wam się rozdział. Mogę was zapewnić, że następne będą ciekawsze. O tym rozdziale poinformuje osoby, które podawały mi swoje Twittery na Facebook'u :)
Jakieś pytania? - https://twitter.com/MAGIC1382 <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
wtorek, 13 sierpnia 2013
Prolog
Podobno czas leczy rany.. ale niektórych ran nic nie wyleczy. Bo nic nie zwróci ci części ciebie, która odeszła na zawszę.
Minął już rok od śmierci mojej mamy, a ja nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Może dlatego, że tylko ona mnie rozumiała? Teraz czuję się niepotrzebna, nikogo już nie obchodzę. Żałuje wszystkich swoich niepotrzebnych słów, bo wiem, że już nigdy jej, za nie, nie przeproszę. I codziennie pytam Boga, czemu odchodzą ludzie, którzy nie zasługują na śmierć. Czemu on nie mógł zabrać mnie? Czemu to ja nie mogłam mieć tego cholernego raka? Dopiero kiedy jej już tu nie ma, uświadomiłam sobie, jak ważna była dla mnie. Najbardziej wkurza mnie to, że inni próbują mi pomóc, a przecież wiadome jest, że tylko moja mama mogłaby to zrobić. Brakuje mi wszystkiego, co jest z nią związane. Ojciec próbuje mi ją zastąpić, ale nigdy nie będzie taki jak ona. Nigdy nie zapomnę, jak znęcał się nad całą rodziną, nigdy już mu nie zaufam. Tak właściwie to nikomu już nie zaufam. Najlepsze w tym wszystkich jest to, że kiedy myślisz, że nie może być gorzej, coś musi się nagle spieprzyć. Każdy się od ciebie odwraca, odchodzi, pozostawiając cie zupełnie samą. A ty nic nie robisz, żeby temu zapobiec, bo po prostu nie masz na to sił. Z każdym dniem stajesz się coraz bardziej martwy. Ból psychiczny jest bardziej bolesny, niż fizyczny. Chcesz to zakończyć, ale nie możesz.. bo w ostatnim momencie coś cię powstrzymuje. Twoja ostatnia nadzieja.
Minął już rok od śmierci mojej mamy, a ja nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Może dlatego, że tylko ona mnie rozumiała? Teraz czuję się niepotrzebna, nikogo już nie obchodzę. Żałuje wszystkich swoich niepotrzebnych słów, bo wiem, że już nigdy jej, za nie, nie przeproszę. I codziennie pytam Boga, czemu odchodzą ludzie, którzy nie zasługują na śmierć. Czemu on nie mógł zabrać mnie? Czemu to ja nie mogłam mieć tego cholernego raka? Dopiero kiedy jej już tu nie ma, uświadomiłam sobie, jak ważna była dla mnie. Najbardziej wkurza mnie to, że inni próbują mi pomóc, a przecież wiadome jest, że tylko moja mama mogłaby to zrobić. Brakuje mi wszystkiego, co jest z nią związane. Ojciec próbuje mi ją zastąpić, ale nigdy nie będzie taki jak ona. Nigdy nie zapomnę, jak znęcał się nad całą rodziną, nigdy już mu nie zaufam. Tak właściwie to nikomu już nie zaufam. Najlepsze w tym wszystkich jest to, że kiedy myślisz, że nie może być gorzej, coś musi się nagle spieprzyć. Każdy się od ciebie odwraca, odchodzi, pozostawiając cie zupełnie samą. A ty nic nie robisz, żeby temu zapobiec, bo po prostu nie masz na to sił. Z każdym dniem stajesz się coraz bardziej martwy. Ból psychiczny jest bardziej bolesny, niż fizyczny. Chcesz to zakończyć, ale nie możesz.. bo w ostatnim momencie coś cię powstrzymuje. Twoja ostatnia nadzieja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)