- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. - mruknęłam sfrustrowana.
- Nie marudź, wszystko jest już ustalone. - odpowiedziała Alex, powodując ściśnięcie w moim żołądku.
- Alex, ja.. - nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, gdyż usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Rzuciłam telefonem o podłogę i złapałam się zdenerwowana za włosy. Co teraz pomyśli Justin? Tak jakby dałam mu do zrozumienia, że mi się podoba, a teraz umawiam się z innym? To przecież chore.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku cała zdenerwowana i po kilku minutach odpłynęłam do krainy snów.
***
Za 30 minut przyjeżdża po mnie Alex, a ja nie jestem nawet ubrana. Świetnie.
Pośpiesznie podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne rurki i czerwoną obcisłą bluzkę. Do tego postanowiłam ubrać czerwone botki na obcasie i moją złotą bransoletkę, którą dostałam od mamy na szesnaste urodziny. Była to najcenniejsza pamiątka jaka mi po niej została.
Stanęłam naprzeciwko lusterka i przejechałam po rzęsach maskarą. Pomalowałam usta szminką i nałożyłam na policzki trochę różu. Nie wiem po co w ogóle to robię, może tylko dlatego, żeby Alex była zadowolona. Wiem, że bardzo chce, żebym poszła na tą "randkę" - nie wiem nawet jak to nazwać.
- Aria, ktoś do ciebie. - krzyknął mój brat z dołu. Wzięłam w rękę moją czarną kopertówkę i wyszłam ze swojego pokoju. Kiedy już byłam w kuchni, ujrzałam Louis'a rozmawiającego z Alex. Dziwnym trafem nie pozabijali się.
- Wyglądasz ślicznie. - pisnęła dziewczyna, obejmując mnie swoimi drobnymi ramionami.
- Dziękuje. - mruknęłam skrępowana i spojrzałam na Louis'a, który przyglądał mi się pytająco.
- Nie mówiłaś, że wychodzisz. - zaczął poważnie.
- Wiem, przepraszam. Ja po prostu.. - próbowałam znaleźć jakąś dobrą wymówkę, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- To moja wina. Ja ją do tego zmusiłam. - wtrąciła się Alex, tym samym ratując mi tyłek. Podziękowałam jej w myślach.
- Okey. Ale masz jej pilnować, to jeszcze dziecko. - zaśmiał się, na co przewróciłam oczami.
- Nie jesteś śmieszny. - parsknęłam, poprawiając włosy.
- My już musimy wyjść. Trzymaj się Lou. - powiedziała Alex i razem ruszyłyśmy w stronę drzwi.
- Miłej zabawy dziewczyny. - odpowiedział, kiedy już znikałyśmy na drzwiami.
Wsiadłam do samochodu, po tym jak zrobiła to Alex i rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu. Może ten wieczór nie będzie taki straszny. Może polubię tego chłopaka. Ciągle byłam negatywnie nastawiona na to spotkanie, ale może mi się spodoba. Może to był jednak dobry pomysł. Z zamyśleń wyrwała mnie głośna muzyka, która rozbrzmiewała w samochodzie.
- Znam to. - przyznałam z uśmiechem na ustach, kiedy Alex zaczęła śpiewać. Po kilku sekundach dołączyłam do niej:
" There's always gonna be another mountain
I'm always gonna wanna make it move
Always gonna be an uphill battle,
Sometimes I'm gonna have to lose,
Ain't about how fast I get there,
Ain't about what's waiting on the other side
It's the climb"
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem, kiedy w końcu piosenka się skończyła.
- Uwielbiam to. - mruknęła Alex przez śmiech.
- Ja też. - powiedziałam, uśmiechając się jak jakaś idiotka. Ta część drogi znacznie poprawiła mi humor.
- Jesteśmy na miejscu, tylko muszę gdzieś zaparkować. - stwierdziła rozglądając się za wolnym miejscem na parkingu.
- Jak tu ładnie. - wyjrzałam przez okno, a różnokolorowe lampki rozświetliły moje oczy. Wszystko było zorganizowane na dworze, wyglądało to trochę jak jakiś bal. Jedyną różnicą było to, że każdy ubrany był swobodnie, a nie w długie suknie. Kiedy Alex w końcu zaparkowała, wysiadłam z auta i czekałam aż kuzynka dołączy do mnie.
- Stresujesz się? - zapytała trzymając mnie za rękę.
- Trochę. - skłamałam. Tak naprawdę to bałam się tego spotkanie. Mój żołądek ściskał się w bólu, przez co miałam ochotę wymiotować.
- Nie wyglądasz najlepiej. Wszystko okey? - zapytała znowu, patrząc na mnie zmartwiona.
- Tak, jest okey. - mruknęłam i ścisnęłam mocniej jej dłoń.
- Chodźmy. - rzuciła ciągnąc mnie za rękę w stronę "wejścia". Rozejrzałam się uważnie, mierząc wzrokiem pary przechodzące koło nas. Czułam jakbym nie pasowała do tego miejsca.
- Hej. Jestem Harry. - powiedział chłopak stojący przed mną. Dopiero w tej chwili zobaczyłam, że Alex gdzieś sobie poszła, zostawiając mnie samą. Znów spojrzałam na chłopaka, był dobrze zbudowany. Miał zielone oczy i brązowe loki. Zdałam sobie sprawę, że to z nim umówiła mnie kuzynka.
- Miło cię poznać, jestem Aria. - odpowiedziałam, wystawiając dłoń w jego kierunku.
- Dużo o tobie słyszałem, ale nie sądziłem, że możesz być jeszcze piękniejsza, niż mówiła mi Alex. - zarumieniłam się na jego komplement i na chwilę odwróciłam wzrok. W tym samym czasie dostrzegłam znaną mi postać. Sądziłam, że to mi się przewidziało, ale kiedy chłopak także spojrzał na mnie, zamarłam. Jego miodowe tęczówki wypalały dziury w Harry'm, powodując u mnie poczucie winny.
- Justin. - mruknęłam wystraszona, kiedy chłopak zmierzał w naszą stronę.
______________________________________
Sądzicie, że Justin coś namiesza?
Dziękuje za wasze komentarze i wejścia na bloga. Nie miałam niestety czasu, żeby szybciej napisać rozdział, za co was przepraszam.
Do następnego x
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
niedziela, 29 września 2013
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 7: I would recommend for the future, shawty.
- Umm.. chyba powinniśmy już wracać. - mruknęłam, odwracając głowę.
- Masz rację. - powiedział chłopak, po czym pomógł mi wstać.
Podeszliśmy do samochodu i razem zajęliśmy miejsca na przodzie. Spojrzałam na Justina. W jego oczach można było dostrzec smutek, zawiedzenie, rozczarowanie.. i ból? Czy tak bardzo zabolało go moje odrzucenie?
- Justin.. - szepnęłam, przygryzając wargę.
- Tak? - zapytał, mocno trzymając kierownicę.
- Przepraszam. - mruknęłam, spuszczając głowę.
- Za co? - zapytał zaskoczony.
- Za to, że cię rozczarowałam. - przyznałam, a moje oczy momentalnie się zaszkliły.
- Nie rozczarowałaś. To ja zachowałem się głupio, nie potrzebnie robiłem sobie nadzieję. Jak mogłem myśleć, że ty chciałabyś mnie pocałować. - pokręcił głową i cicho westchnął. Oparłam głowę o szybę i zaczęłam wpatrywać się w ciemną przestrzeń.
- Chciałam cię pocałować. - odezwałam się po minucie ciszy.
- To czemu tego nie zrobiłaś? - zapytał, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Bo nie mogłam. - mruknęłam, cicho wzdychając. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Żadne z nas nie miało odwagi się nawet odezwać. Po kilku minutach byliśmy już koło mojego domu.
- Dziękuje za ten wieczór. - powiedziałam, lekko się uśmiechając. Chciałam rozluźnić napięcie.
- Polecam się na przyszłość, shawty. - puścił mi oczko, przez co na moich policzkach zagościły rumieńce.
- To kiedy wybieramy się na ten biwak? - zapytałam, kiedy już wysiedliśmy z auta. Razem zaczęliśmy się śmiać.
- Jeszcze się umówimy. Ale chyba nie chcesz jechać tylko ze mną.. przecież mnie nie znasz. - przymrużył oczy, w oczekiwaniu na moją reakcję. To wyglądało dziwnie.
- Znam cię lepiej, niż ci się wydaje. - mruknęłam uwodzicielsko, po czym ruszyłam w stronę drzwi. Czułam na sobie spojrzenie Justina. Niech wie, kto tu rządzi.
- I vice versa. - krzyknął za mną. Uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Nikogo nie ujrzałam w salonie, więc szybko pobiegłam po schodach na górę. Weszłam do swojego pokoju i ściągnęłam ubrania, które miałam na sobie. Przebrałam się w czarne legginsy i białą, luźną bluzkę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam uśmiechać się do sufitu. Ten wieczór był idealny.. no może pomijając tą część z pocałunkiem. Poza tym wszystko było doskonałe. Uwielbiam rozmawiać z Justinem. Uwielbiam jego głos. Uwielbiam w nim wszystko. Jest chłopakiem, o którym marzy każda dziewczyna, a on akurat chciał pocałować mnie. Mnie, idiotkę, która nawet nie potrafi poradzić sobie ze swoimi problemami. Jestem genialna. Wyczujcie sarkazm.
Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Rzuciłam się na swoją komórkę myśląc, że to Justin, ale kiedy na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Alex, mój entuzjazm opadł.
- Hej Kicia. - usłyszałam jej piskliwy głos. Jak zwykle była w dobrym humorze.
- Hej. Coś się stało? - zapytałam, poprawiając się na łóżku.
- Czy mogę do ciebie tylko dzwonić, kiedy coś się stanie? - zaśmiała się, przez co przewróciłam oczami. - Mam dla ciebie propozycję. - dodała, powodując, że po moim ciele przeszedł dreszcz.
- Jaką? - zapytałam z wyczuwalnym strachem w głosie.
- Chce cię poznać z pewnym chłopakiem. Zobaczysz, spodoba ci się. - zamarłam, kiedy uświadomiłam sobie, co ona do mnie powiedziała. To było na żarty, prawda?
- Co? Jakim chłopakiem?! - prawie, że wrzasnęłam do telefonu.
- Nie znasz go. - mruknęła. - Ale na pewno ci się spodoba. Jest świetny. - znowu się zaśmiała, irytując mnie jeszcze bardziej. Czy ona nie rozumie, że nie mam ochoty na randki? Nie jestem na to gotowa.
____________________________________________
Tak bardzo Was przepraszam. Zaczęła się szkoła, dużo nauki i mniej czasu na wszystko. Przez to nie miałam nawet, kiedy napisać rozdziału. I na dodatek zero pomysłów o czym mógłby być.. obiecuje, że w następnym zacznie coś się dziać. Przepraszam jeszcze raz. Myślę, że zrozumiecie :c
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Masz rację. - powiedział chłopak, po czym pomógł mi wstać.
Podeszliśmy do samochodu i razem zajęliśmy miejsca na przodzie. Spojrzałam na Justina. W jego oczach można było dostrzec smutek, zawiedzenie, rozczarowanie.. i ból? Czy tak bardzo zabolało go moje odrzucenie?
- Justin.. - szepnęłam, przygryzając wargę.
- Tak? - zapytał, mocno trzymając kierownicę.
- Przepraszam. - mruknęłam, spuszczając głowę.
- Za co? - zapytał zaskoczony.
- Za to, że cię rozczarowałam. - przyznałam, a moje oczy momentalnie się zaszkliły.
- Nie rozczarowałaś. To ja zachowałem się głupio, nie potrzebnie robiłem sobie nadzieję. Jak mogłem myśleć, że ty chciałabyś mnie pocałować. - pokręcił głową i cicho westchnął. Oparłam głowę o szybę i zaczęłam wpatrywać się w ciemną przestrzeń.
- Chciałam cię pocałować. - odezwałam się po minucie ciszy.
- To czemu tego nie zrobiłaś? - zapytał, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Bo nie mogłam. - mruknęłam, cicho wzdychając. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Żadne z nas nie miało odwagi się nawet odezwać. Po kilku minutach byliśmy już koło mojego domu.
- Dziękuje za ten wieczór. - powiedziałam, lekko się uśmiechając. Chciałam rozluźnić napięcie.
- Polecam się na przyszłość, shawty. - puścił mi oczko, przez co na moich policzkach zagościły rumieńce.
- To kiedy wybieramy się na ten biwak? - zapytałam, kiedy już wysiedliśmy z auta. Razem zaczęliśmy się śmiać.
- Jeszcze się umówimy. Ale chyba nie chcesz jechać tylko ze mną.. przecież mnie nie znasz. - przymrużył oczy, w oczekiwaniu na moją reakcję. To wyglądało dziwnie.
- Znam cię lepiej, niż ci się wydaje. - mruknęłam uwodzicielsko, po czym ruszyłam w stronę drzwi. Czułam na sobie spojrzenie Justina. Niech wie, kto tu rządzi.
- I vice versa. - krzyknął za mną. Uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Nikogo nie ujrzałam w salonie, więc szybko pobiegłam po schodach na górę. Weszłam do swojego pokoju i ściągnęłam ubrania, które miałam na sobie. Przebrałam się w czarne legginsy i białą, luźną bluzkę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam uśmiechać się do sufitu. Ten wieczór był idealny.. no może pomijając tą część z pocałunkiem. Poza tym wszystko było doskonałe. Uwielbiam rozmawiać z Justinem. Uwielbiam jego głos. Uwielbiam w nim wszystko. Jest chłopakiem, o którym marzy każda dziewczyna, a on akurat chciał pocałować mnie. Mnie, idiotkę, która nawet nie potrafi poradzić sobie ze swoimi problemami. Jestem genialna. Wyczujcie sarkazm.
Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Rzuciłam się na swoją komórkę myśląc, że to Justin, ale kiedy na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Alex, mój entuzjazm opadł.
- Hej Kicia. - usłyszałam jej piskliwy głos. Jak zwykle była w dobrym humorze.
- Hej. Coś się stało? - zapytałam, poprawiając się na łóżku.
- Czy mogę do ciebie tylko dzwonić, kiedy coś się stanie? - zaśmiała się, przez co przewróciłam oczami. - Mam dla ciebie propozycję. - dodała, powodując, że po moim ciele przeszedł dreszcz.
- Jaką? - zapytałam z wyczuwalnym strachem w głosie.
- Chce cię poznać z pewnym chłopakiem. Zobaczysz, spodoba ci się. - zamarłam, kiedy uświadomiłam sobie, co ona do mnie powiedziała. To było na żarty, prawda?
- Co? Jakim chłopakiem?! - prawie, że wrzasnęłam do telefonu.
- Nie znasz go. - mruknęła. - Ale na pewno ci się spodoba. Jest świetny. - znowu się zaśmiała, irytując mnie jeszcze bardziej. Czy ona nie rozumie, że nie mam ochoty na randki? Nie jestem na to gotowa.
____________________________________________
Tak bardzo Was przepraszam. Zaczęła się szkoła, dużo nauki i mniej czasu na wszystko. Przez to nie miałam nawet, kiedy napisać rozdziału. I na dodatek zero pomysłów o czym mógłby być.. obiecuje, że w następnym zacznie coś się dziać. Przepraszam jeszcze raz. Myślę, że zrozumiecie :c
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
sobota, 7 września 2013
Rozdział 6: Trying to pretend to be offended.
- Gdzie byłaś? - zapytał mój brat, kiedy tylko otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- No przecież mówiłam ci, że idę na spacer. - odparłam, ściągając buty.
- Tak długo? I co jeszcze podczas deszczu? - spojrzał na mnie podejrzliwie. - Czy jest coś, o czym nie wiem? - przewróciłam oczami.
- Spotkałam się z Alex. - odpowiedziałam, przeczesując dłonią mokre włosy.
- Tak, jasne. - zaśmiał się głośno.
- Idiota. - mruknęłam i ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Weszłam do środka i ściągnęłam mokre ubrania. Zdążyłam trochę zmoknąć, przed tym jak spotkałam Justina. Włożyłam na siebie białą bokserkę i zwykle leginsy. Do tego zarzuciłam długi, wełniany sweter. Włosy upięłam w wysokiego kucyka. Wyjęłam telefon z kieszeni bluzy i wyszukałam w kontaktach numer Justina. Dał mi go dzisiaj, żebyśmy mogli dogadać się w sprawie spotkania. Zaczynałam go lubić, serio. To jemu zaufałam i nie żałuje tego. Rozmowa z nim pomogła mi. Poczułam, że muszę żyć, że jednak jestem potrzeba na tym świecie. Chociażby dla tego, że moja rodzina mnie potrzebuje. Wcześniej tego nie dostrzegałam, ale dzięki niemu to się zmieniło. Jest inny niż wszyscy.. wyjątkowy. I to właśnie mnie do niego przekonuje.
Od Aria do Justina:
O której się jutro spotykamy? :)
Nie wiedziałam co mogłabym mu napisać. Chyba najlepszym tematem było jutrzejsze spotkanie. Okręcałam komórkę w dłoni, czekając na wiadomość od Justina. Ucieszyłam się słysząc moją ulubioną piosenkę, która zaczęła wydobywać się z telefonu.
Od Justin do Aria:
A może spotkamy się jeszcze dzisiaj? Mam dla ciebie niespodziankę.
Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy, kiedy przeczytałam sms'a.
Od Aria do Justina:
Jasne. Nie mogę się doczekać.
Odłożyłam telefon na szafkę i zeszłam z powrotem na dół. W salonie dostrzegłam Louisa leżącego na kanapie, który oglądał telewizję. Przewróciłam tylko oczami i poszłam do kuchni po coś do jedzenia. Wyjęłam z lodówki jogurt i niezauważalna poszłam na górę. Nie jadłam nic od kilku dni. Nie byłam głodna, bo przyzwyczaiłam się do głodzenia siebie, ale chciałam zmienić coś w sobie, więc musiałam od czegoś zacząć. A to chyba była pierwsza podstawowa rzecz, którą musiałam zrobić, żeby zmienić codzienność.
Usiadłam na łóżku i powoli zaczęłam jeść. Znowu sięgnęłam po telefon, w celu odczytania wiadomości.
Od Justin do Aria:
Do zobaczenia za godzinę, shawty.
Za godzinę? On żartował, prawda? Przecież ja nic nie zrobię ze sobą w godzinę.. chociaż w sumie, co miałam robić? Nawet nie wiedziałam gdzie idziemy. Może pójdę tak jak teraz? Wstałam z łóżka i podeszłam do lusterka. Przejrzałam się w nim i przeczesałam szczotką swoje włosy, wciąż związane w kucyka. Nałożyłam na rzęsy odrobinę tuszu, nigdy tego nie robię, no chyba, że na specjalne okazję. Nie wiem, czy to była specjalna okazja, ale chciałam wyglądać dość dobrze. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej air max'y, które od razu włożyłam na swoje nogi. Zdjęłam sweter i zarzuciłam na siebie dużą bluzę z nike. Byłam gotowa, więc postanowiłam wyjść szybciej z domu, żeby Justin nie musiał po mnie przychodzić. Nie chciałam, żeby Louis go zobaczył. Był przewrażliwiony na temat moich chłopaków. Justin nim nie był, ale on nie widzi różnicy pomiędzy "chłopak", a "kolega".
- Gdzieś się znowu wybierasz? - zapytał, wciąż wpatrując się w telewizor.
- Alex mnie zaprosiła do siebie na noc. - skłamałam. Zacisnęłam usta w cienką linię, czekając aż kupi moje kłamstwo.
- Czemu musisz akurat spotykać się z Alex? - przewrócił oczami i spojrzał na mnie. Kupił to.
- To, że ty jej nie lubisz, nie zmienia faktu, że jest naszą kuzynką. - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego złośliwie.
- Lepiej już idź, bo serio zaczynasz mnie wkurzać. - zaśmiałam się z satysfakcją i ruszyłam w stronę drzwi. Wzięłam zapasowy kluczyk w razie czego i wyszłam na zewnątrz. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz, przez co poczułam nieprzyjemny dreszcz przechodzący przez moje ciało. Wyszłam za furtkę i rozejrzałam się po ulicy. Usłyszałam za sobą dźwięk wyłączanego silnika.
- Witaj piękna. - usłyszałam głos Justina. Na mojej twarzy pewnie pojawiły się wielkie rumieńce, ale na szczęście było ciemno, więc nie mógł tego zobaczyć.
- Hej. - mruknęłam, wsiadając do samochodu. - To gdzie jedziemy? - zapytałam z uśmiechem.
- Nie mogę ci powiedzieć, to niespodzianka. - wiedziałam, że tak powie, ale nie dawałam za wygraną.
- To może jakaś podpowiedź? - spojrzałam na niego z nadzieją. Pokręcił głową i zaczął się śmiać.
- Nie powiem ci. - powiedział, kątem oka spoglądając na mnie. Jechaliśmy kilka minut w ciszy, kiedy nagle wpadłam na pomysł.
Założyłam ręce na klatce piersiowej i wydęłam dolną wargę. - Co robisz? - zapytał, nadal się śmiejąc.
- Próbuje udawać obrażoną. - odparłam.
- Już nie musisz, bo jesteśmy na miejscu. - przyznał, wysiadając z auta. Podszedł do drzwi z mojej strony i je otworzył. Wyciągnął dłoń w moim kierunku, a kiedy ją złapałam, pomógł mi wysiąść. Rozejrzałam się po okolicy, nie mogąc nadziwić się widokami.
- Co to za miejsce? - zapytałam, idiotycznie się uśmiechając.
- Nie podoba ci się? - mruknął Justin, patrząc na mnie.
- Tu jest pięknie. - przyznałam, przez co się zaśmiał.
- Kiedyś z rodzicami przyjeżdżaliśmy tu często w weekendy. - powiedział, przygryzając wargę. - Rozbijaliśmy tu zawszę namiot. - dodał.
- Może też kiedyś przyjedziemy tu na biwak? - zaproponowałam, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od tego pięknego miejsca.
- Jasne. - uśmiechnął się do mnie. - Ale wtedy popływamy w jeziorze. - dodał, przez co spojrzałam na niego zmieszana.
- Jest jeden, mały problem. - mruknęłam.
- Jaki? - zapytał z niepokojem Justin.
- Ja nie umiem pływać. - odpowiedziałam, głośno się śmiejąc.
- Boże, myślałem, że coś się stało. Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - popatrzył na mnie wzrokiem w stylu 'martwiłem-się'. To było słodkie.
- Przepraszam. Ale wydaje mi się, że to też jest problem. Bo niby jak ja będę pływać? - zapytałam, wciąż się uśmiechając. Dość często się przy nim uśmiecham.. dziwne.
- Nauczę cię. Jestem świetnym pływakiem. - przyznał, poprawiając swoje idealne włosy.
- Nie wątpię. - zachichotałam cicho. Justin złapał moją dłoń i razem usiedliśmy na małej, drewnianej ławeczce. Chłopak zaczął uważne mi się przyglądać.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytałam z uśmiechem. Co on ze mną robi..
- Jesteś taka piękna. - moje policzki nabrały koloru czerwieni, przez co schowałam twarz w dłoniach.
- Nie kłam. - mruknęłam zawstydzona.
- Nie kłamie. Naprawdę jesteś piękna. - powiedział, przybliżając się bliżej mnie.
- W takim razie dziękuje. - spojrzałam na niego, a mój wzrok utkwił na jego ustach. Zamarłam kiedy jego twarz zaczęły znajdować się coraz bliżej mojej. Czy on chce mnie pocałować?
__________________________________________
Przepraszam, że rozdział tak późno. Nic szczególnego się w nim nie dzieje, ale już można wyczuć jakąś chemię pomiędzy Justinem, a Arią. Dziękuje za komentarze, jesteście mega kochani ♥
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- No przecież mówiłam ci, że idę na spacer. - odparłam, ściągając buty.
- Tak długo? I co jeszcze podczas deszczu? - spojrzał na mnie podejrzliwie. - Czy jest coś, o czym nie wiem? - przewróciłam oczami.
- Spotkałam się z Alex. - odpowiedziałam, przeczesując dłonią mokre włosy.
- Tak, jasne. - zaśmiał się głośno.
- Idiota. - mruknęłam i ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Weszłam do środka i ściągnęłam mokre ubrania. Zdążyłam trochę zmoknąć, przed tym jak spotkałam Justina. Włożyłam na siebie białą bokserkę i zwykle leginsy. Do tego zarzuciłam długi, wełniany sweter. Włosy upięłam w wysokiego kucyka. Wyjęłam telefon z kieszeni bluzy i wyszukałam w kontaktach numer Justina. Dał mi go dzisiaj, żebyśmy mogli dogadać się w sprawie spotkania. Zaczynałam go lubić, serio. To jemu zaufałam i nie żałuje tego. Rozmowa z nim pomogła mi. Poczułam, że muszę żyć, że jednak jestem potrzeba na tym świecie. Chociażby dla tego, że moja rodzina mnie potrzebuje. Wcześniej tego nie dostrzegałam, ale dzięki niemu to się zmieniło. Jest inny niż wszyscy.. wyjątkowy. I to właśnie mnie do niego przekonuje.
Od Aria do Justina:
O której się jutro spotykamy? :)
Nie wiedziałam co mogłabym mu napisać. Chyba najlepszym tematem było jutrzejsze spotkanie. Okręcałam komórkę w dłoni, czekając na wiadomość od Justina. Ucieszyłam się słysząc moją ulubioną piosenkę, która zaczęła wydobywać się z telefonu.
Od Justin do Aria:
A może spotkamy się jeszcze dzisiaj? Mam dla ciebie niespodziankę.
Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy, kiedy przeczytałam sms'a.
Od Aria do Justina:
Jasne. Nie mogę się doczekać.
Odłożyłam telefon na szafkę i zeszłam z powrotem na dół. W salonie dostrzegłam Louisa leżącego na kanapie, który oglądał telewizję. Przewróciłam tylko oczami i poszłam do kuchni po coś do jedzenia. Wyjęłam z lodówki jogurt i niezauważalna poszłam na górę. Nie jadłam nic od kilku dni. Nie byłam głodna, bo przyzwyczaiłam się do głodzenia siebie, ale chciałam zmienić coś w sobie, więc musiałam od czegoś zacząć. A to chyba była pierwsza podstawowa rzecz, którą musiałam zrobić, żeby zmienić codzienność.
Usiadłam na łóżku i powoli zaczęłam jeść. Znowu sięgnęłam po telefon, w celu odczytania wiadomości.
Od Justin do Aria:
Do zobaczenia za godzinę, shawty.
Za godzinę? On żartował, prawda? Przecież ja nic nie zrobię ze sobą w godzinę.. chociaż w sumie, co miałam robić? Nawet nie wiedziałam gdzie idziemy. Może pójdę tak jak teraz? Wstałam z łóżka i podeszłam do lusterka. Przejrzałam się w nim i przeczesałam szczotką swoje włosy, wciąż związane w kucyka. Nałożyłam na rzęsy odrobinę tuszu, nigdy tego nie robię, no chyba, że na specjalne okazję. Nie wiem, czy to była specjalna okazja, ale chciałam wyglądać dość dobrze. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej air max'y, które od razu włożyłam na swoje nogi. Zdjęłam sweter i zarzuciłam na siebie dużą bluzę z nike. Byłam gotowa, więc postanowiłam wyjść szybciej z domu, żeby Justin nie musiał po mnie przychodzić. Nie chciałam, żeby Louis go zobaczył. Był przewrażliwiony na temat moich chłopaków. Justin nim nie był, ale on nie widzi różnicy pomiędzy "chłopak", a "kolega".
- Gdzieś się znowu wybierasz? - zapytał, wciąż wpatrując się w telewizor.
- Alex mnie zaprosiła do siebie na noc. - skłamałam. Zacisnęłam usta w cienką linię, czekając aż kupi moje kłamstwo.
- Czemu musisz akurat spotykać się z Alex? - przewrócił oczami i spojrzał na mnie. Kupił to.
- To, że ty jej nie lubisz, nie zmienia faktu, że jest naszą kuzynką. - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego złośliwie.
- Lepiej już idź, bo serio zaczynasz mnie wkurzać. - zaśmiałam się z satysfakcją i ruszyłam w stronę drzwi. Wzięłam zapasowy kluczyk w razie czego i wyszłam na zewnątrz. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz, przez co poczułam nieprzyjemny dreszcz przechodzący przez moje ciało. Wyszłam za furtkę i rozejrzałam się po ulicy. Usłyszałam za sobą dźwięk wyłączanego silnika.
- Witaj piękna. - usłyszałam głos Justina. Na mojej twarzy pewnie pojawiły się wielkie rumieńce, ale na szczęście było ciemno, więc nie mógł tego zobaczyć.
- Hej. - mruknęłam, wsiadając do samochodu. - To gdzie jedziemy? - zapytałam z uśmiechem.
- Nie mogę ci powiedzieć, to niespodzianka. - wiedziałam, że tak powie, ale nie dawałam za wygraną.
- To może jakaś podpowiedź? - spojrzałam na niego z nadzieją. Pokręcił głową i zaczął się śmiać.
- Nie powiem ci. - powiedział, kątem oka spoglądając na mnie. Jechaliśmy kilka minut w ciszy, kiedy nagle wpadłam na pomysł.
Założyłam ręce na klatce piersiowej i wydęłam dolną wargę. - Co robisz? - zapytał, nadal się śmiejąc.
- Próbuje udawać obrażoną. - odparłam.
- Już nie musisz, bo jesteśmy na miejscu. - przyznał, wysiadając z auta. Podszedł do drzwi z mojej strony i je otworzył. Wyciągnął dłoń w moim kierunku, a kiedy ją złapałam, pomógł mi wysiąść. Rozejrzałam się po okolicy, nie mogąc nadziwić się widokami.
- Co to za miejsce? - zapytałam, idiotycznie się uśmiechając.
- Nie podoba ci się? - mruknął Justin, patrząc na mnie.
- Tu jest pięknie. - przyznałam, przez co się zaśmiał.
- Kiedyś z rodzicami przyjeżdżaliśmy tu często w weekendy. - powiedział, przygryzając wargę. - Rozbijaliśmy tu zawszę namiot. - dodał.
- Może też kiedyś przyjedziemy tu na biwak? - zaproponowałam, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od tego pięknego miejsca.
- Jasne. - uśmiechnął się do mnie. - Ale wtedy popływamy w jeziorze. - dodał, przez co spojrzałam na niego zmieszana.
- Jest jeden, mały problem. - mruknęłam.
- Jaki? - zapytał z niepokojem Justin.
- Ja nie umiem pływać. - odpowiedziałam, głośno się śmiejąc.
- Boże, myślałem, że coś się stało. Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - popatrzył na mnie wzrokiem w stylu 'martwiłem-się'. To było słodkie.
- Przepraszam. Ale wydaje mi się, że to też jest problem. Bo niby jak ja będę pływać? - zapytałam, wciąż się uśmiechając. Dość często się przy nim uśmiecham.. dziwne.
- Nauczę cię. Jestem świetnym pływakiem. - przyznał, poprawiając swoje idealne włosy.
- Nie wątpię. - zachichotałam cicho. Justin złapał moją dłoń i razem usiedliśmy na małej, drewnianej ławeczce. Chłopak zaczął uważne mi się przyglądać.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytałam z uśmiechem. Co on ze mną robi..
- Jesteś taka piękna. - moje policzki nabrały koloru czerwieni, przez co schowałam twarz w dłoniach.
- Nie kłam. - mruknęłam zawstydzona.
- Nie kłamie. Naprawdę jesteś piękna. - powiedział, przybliżając się bliżej mnie.
- W takim razie dziękuje. - spojrzałam na niego, a mój wzrok utkwił na jego ustach. Zamarłam kiedy jego twarz zaczęły znajdować się coraz bliżej mojej. Czy on chce mnie pocałować?
__________________________________________
Przepraszam, że rozdział tak późno. Nic szczególnego się w nim nie dzieje, ale już można wyczuć jakąś chemię pomiędzy Justinem, a Arią. Dziękuje za komentarze, jesteście mega kochani ♥
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
niedziela, 1 września 2013
Rozdział 5: I thought you were joking.
- Cześć Aria. Dawno się nie widzieliśmy. - chłopak uśmiechnął się do mnie złośliwie, powodując, że przypomniałam sobie, dlaczego go tak nienawidzę.
- Co ty tu robisz?! - syknęłam mrużąc przy tym oczy, przez co chłopak się zaśmiał.
- Mieszkam tu. - jego śmiech był coraz głośniejszy. Powoli wyprowadzał mnie z równowagi. - Właściwe pytanie brzmi, co ty tu robisz? Czyżbyś się stęskniła? - zapytał sarkastycznie. Chętnie bym go zabiła, serio.
- W twoich snach. - warknęłam, zaciskając swoje małe piąstki.
- Sorry Jason, ale śpieszymy się. - mruknęła Alex, ciągnąc mnie za rękę. Dziękowałam jej w myślach, że mnie stamtąd zabrała. Jason był kiedyś moim chłopakiem. Teraz wydaje mi się to śmieszne, że z nim byłam. Znienawidziłam go w dniu, w którym zdradził mnie z jakąś dziwką zaraz po śmierci mojej mamy i powiedział, że kariera jest ważniejsza ode mnie. I, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra. Pff.. sądził, że zostanie sławnym sportowcem, a teraz chuj mieszka w internecie i dalej się kształci, po tym jak wywalili go z drużyny. Tak mi przykro. Wyczujcie ten sarkazm :)
- Wszystko okey? - zapytała kuzynka, kiedy jechaliśmy już windą na piętro, w którym znajdował się pokój Hanny.
- Chyba. - odpowiedziałam niepewnie. Wtedy winda się otworzyła i razem wyszłyśmy na wielki korytarz. Podeszłyśmy do drzwi z numerem "32".
- To tutaj. - wskazała ręką Alex i cicho zapukała. Czekałyśmy chwilę przed drzwiami, aż w końcu otworzył się i ujrzałyśmy blondynkę, która szeroko się do nas uśmiechała.
- Cześć kochane. - mocno nas objęła i zaprosiła do środka. Jej pokój był mały.. nawet bardzo. Znajdowało się w nim jednoosobowe łóżko, kilka krzeseł ze stolikiem, telewizor i szafa. W sumie to nie spodziewałam się jakiś luksusów, przecież to internat, a nie jakiś "dom bogaczów".
- Możemy teraz porozmawiać? - zapytałam, przez co obie dziewczyny spojrzały na mnie. Skinęły w tym samym czasie głowami i czekały, aż zacznę mówić. - Mój brat się wprowadza do naszego domu. - mruknęłam, dziwnie wykrzywiając usta.
- Loius? - Alex zapytała zmieszana. Nigdy za nim nie przepadała. Wcale się jej nie dziwie, zawszę był dla niej chamski.
- Tak. - westchnęłam cicho. - I mam do was prośbę. - mruknęłam, złączając usta w cienką linię.
- Jaką? - zapytała z uśmiechem na ustach Hanna. Nie znała mojego brata, więc nie wydawała się tym przejmować.
- Chciałabym, żebyście przez jakiś czas zamieszkały u mnie. Będzie mi raźniej z wami. Nie mam teraz praktycznie nikogo. - spojrzałam na swoje dłonie i przymknęłam na chwilę powieki.
- Ja bym mogła, ale tylko do końca wakacji. Później szkoła.. - powiedziała smutno Hanna, a uśmiech sam wkradł się na moją twarz. Pisnęłam podekscytowana i spojrzałam z nadzieją na Alex.
- Na mnie nie patrz. - burknęła. - Lou mnie nienawidzi. - dodała i przewróciła znudzona oczami.
- Chociaż będziecie mięli szansę odbudować relację. Proszę. - wydęłam dolną wargę. - Zgódź się! - dodałam po chwili, słysząc jej głośne westchnięcie.
- Okey. - mruknęła z wyczuwalną irytacją. - Ale, jak Louis mnie zabije, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina. - powiedziała, przez co Hanna i ja wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Nie przesadzaj. - powiedziałam i poprawiłam się na krześle, na którym właśnie siedziałam.
***
Szłam szybko chodnikiem, modląc się, żeby nie zmoknąć. Pogoda bardzo się zepsuła, zaczynało kropić, a do mojego domu były jeszcze 3km. Schowałam ręce do kieszeń w bluzie, w celu ogrzania ich. Zaczęłam biec, kiedy krople deszczu spadały prosto na moją głowę. Niebo robiło się coraz bardziej pochmurne. Żałowałam, że jednak nie dałam odwieźć się Alex. Teraz przynajmniej byłabym sucha. Niechcący biegnąc nie zauważyłam jadącego samochodu, który ledwo co zahamował przede mną. Modliłam się, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Zamknęłam oczy, aby nie widzieć wkurzonego kierowcy.
- Aria? - zapytał chłopak, który właśnie wyszedł z auta.
- Justin? - wydusiłam zaskoczona. To dziwne, że w taki sposób znów się zobaczyliśmy.
- Następnym razem uważaj. - powiedział, kiwając zawiedziony głową.
- Przepraszam. - mruknęłam. - Nie widziałam twojego samochodu. Pada deszcz, jedyne o czym teraz marzę to powrót do domu. - przyznałam, wycierając krople wody z mojej twarzy.
- Podwiozę cię. - odparł i ruszył w stronę drzwi od strony kierowcy.
- Nie, nie chce sprawiać ci problemu. - mruknęłam, lekko się uśmiechając. - Jeszcze nie podziękowałam ci za ostatnią noc.
- Nie masz za co dziękować. Chciałem po prostu ci pomóc. A teraz wsiadaj do auta, jesteś cała mokra. - przyznał, wsiadając do środka. Zrobiłam to co on i już po chwili znaleźliśmy się na ruchliwej ulicy.
- Czemu wracałaś sama do domu? - zapytał, jakby go to interesowało.
- Umm.. wracałam od koleżanki. - przyznałam, bawiąc się swoimi mokrymi włosami.
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Cicho zachichotałam i spojrzałam na niego przelotnie.
- Myślałam, że żartowałeś. - odwzajemniłam uśmiech.
- Ja nigdy nie żartuje, kochanie. - spojrzał na mnie i puścił mi oczko. To wyglądało dziwnie, ale przy tym cholernie seksownie. I to jak mnie nazwał... koniec. Przestaje o tym myśleć. Jestem głupia.
- Co powiedziałabyś, jak zaprosiłbym cię jutro na kawę? - zapytał, śmiejąc się głupkowato.
- Chętnie bym poszła. - przyznałam, opierając głowę o szybę.
- Serio? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Tak. Co w tym dziwnego? - przymrużyłam pytająco oczy.
- Nie, nic. Po prostu.. - zaczął niepewnie. - zresztą nieważne. - dodał, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy.
- No co? - mruknęłam ciekawa. - Powiedź mi.
- Nie chce cię zranić. - zacisnął usta w cienką linię.
- Nie zranisz, obiecuje. - podniosłam się lekko i zaczęłam uważnie mu się przyglądać.
- Po ostatniej rozmowie myślałem, że nie lubisz wychodzić z domu. Powiedziałaś, że jeszcze nie pogodziłaś się ze śmiercią swojej mamy. - westchnął cicho.
- Nie mogę wiecznie siedzieć w domu. - przyznałam, przygryzając dolną wargę. - Muszę się trochę odstresować. - dodałam, spuszczając wzrok. Tak naprawdę to chciałabym lepiej poznać Justina. On jest bardzo do mnie podobny. Sądzę, że mógłby mi pomóc.
_________________________________
Dodaje rozdział na koniec wakacji! A tak w ogóle to powodzenia jutro w szkole. Mam do was prośbę, jeżeli przeczytacie rozdział, to zostawcie chociaż jeden, mały komentarz. Dziękuje, kocham was.
- Co ty tu robisz?! - syknęłam mrużąc przy tym oczy, przez co chłopak się zaśmiał.
- Mieszkam tu. - jego śmiech był coraz głośniejszy. Powoli wyprowadzał mnie z równowagi. - Właściwe pytanie brzmi, co ty tu robisz? Czyżbyś się stęskniła? - zapytał sarkastycznie. Chętnie bym go zabiła, serio.
- W twoich snach. - warknęłam, zaciskając swoje małe piąstki.
- Sorry Jason, ale śpieszymy się. - mruknęła Alex, ciągnąc mnie za rękę. Dziękowałam jej w myślach, że mnie stamtąd zabrała. Jason był kiedyś moim chłopakiem. Teraz wydaje mi się to śmieszne, że z nim byłam. Znienawidziłam go w dniu, w którym zdradził mnie z jakąś dziwką zaraz po śmierci mojej mamy i powiedział, że kariera jest ważniejsza ode mnie. I, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra. Pff.. sądził, że zostanie sławnym sportowcem, a teraz chuj mieszka w internecie i dalej się kształci, po tym jak wywalili go z drużyny. Tak mi przykro. Wyczujcie ten sarkazm :)
- Wszystko okey? - zapytała kuzynka, kiedy jechaliśmy już windą na piętro, w którym znajdował się pokój Hanny.
- Chyba. - odpowiedziałam niepewnie. Wtedy winda się otworzyła i razem wyszłyśmy na wielki korytarz. Podeszłyśmy do drzwi z numerem "32".
- To tutaj. - wskazała ręką Alex i cicho zapukała. Czekałyśmy chwilę przed drzwiami, aż w końcu otworzył się i ujrzałyśmy blondynkę, która szeroko się do nas uśmiechała.
- Cześć kochane. - mocno nas objęła i zaprosiła do środka. Jej pokój był mały.. nawet bardzo. Znajdowało się w nim jednoosobowe łóżko, kilka krzeseł ze stolikiem, telewizor i szafa. W sumie to nie spodziewałam się jakiś luksusów, przecież to internat, a nie jakiś "dom bogaczów".
- Możemy teraz porozmawiać? - zapytałam, przez co obie dziewczyny spojrzały na mnie. Skinęły w tym samym czasie głowami i czekały, aż zacznę mówić. - Mój brat się wprowadza do naszego domu. - mruknęłam, dziwnie wykrzywiając usta.
- Loius? - Alex zapytała zmieszana. Nigdy za nim nie przepadała. Wcale się jej nie dziwie, zawszę był dla niej chamski.
- Tak. - westchnęłam cicho. - I mam do was prośbę. - mruknęłam, złączając usta w cienką linię.
- Jaką? - zapytała z uśmiechem na ustach Hanna. Nie znała mojego brata, więc nie wydawała się tym przejmować.
- Chciałabym, żebyście przez jakiś czas zamieszkały u mnie. Będzie mi raźniej z wami. Nie mam teraz praktycznie nikogo. - spojrzałam na swoje dłonie i przymknęłam na chwilę powieki.
- Ja bym mogła, ale tylko do końca wakacji. Później szkoła.. - powiedziała smutno Hanna, a uśmiech sam wkradł się na moją twarz. Pisnęłam podekscytowana i spojrzałam z nadzieją na Alex.
- Na mnie nie patrz. - burknęła. - Lou mnie nienawidzi. - dodała i przewróciła znudzona oczami.
- Chociaż będziecie mięli szansę odbudować relację. Proszę. - wydęłam dolną wargę. - Zgódź się! - dodałam po chwili, słysząc jej głośne westchnięcie.
- Okey. - mruknęła z wyczuwalną irytacją. - Ale, jak Louis mnie zabije, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina. - powiedziała, przez co Hanna i ja wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Nie przesadzaj. - powiedziałam i poprawiłam się na krześle, na którym właśnie siedziałam.
***
Szłam szybko chodnikiem, modląc się, żeby nie zmoknąć. Pogoda bardzo się zepsuła, zaczynało kropić, a do mojego domu były jeszcze 3km. Schowałam ręce do kieszeń w bluzie, w celu ogrzania ich. Zaczęłam biec, kiedy krople deszczu spadały prosto na moją głowę. Niebo robiło się coraz bardziej pochmurne. Żałowałam, że jednak nie dałam odwieźć się Alex. Teraz przynajmniej byłabym sucha. Niechcący biegnąc nie zauważyłam jadącego samochodu, który ledwo co zahamował przede mną. Modliłam się, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Zamknęłam oczy, aby nie widzieć wkurzonego kierowcy.
- Aria? - zapytał chłopak, który właśnie wyszedł z auta.
- Justin? - wydusiłam zaskoczona. To dziwne, że w taki sposób znów się zobaczyliśmy.
- Następnym razem uważaj. - powiedział, kiwając zawiedziony głową.
- Przepraszam. - mruknęłam. - Nie widziałam twojego samochodu. Pada deszcz, jedyne o czym teraz marzę to powrót do domu. - przyznałam, wycierając krople wody z mojej twarzy.
- Podwiozę cię. - odparł i ruszył w stronę drzwi od strony kierowcy.
- Nie, nie chce sprawiać ci problemu. - mruknęłam, lekko się uśmiechając. - Jeszcze nie podziękowałam ci za ostatnią noc.
- Nie masz za co dziękować. Chciałem po prostu ci pomóc. A teraz wsiadaj do auta, jesteś cała mokra. - przyznał, wsiadając do środka. Zrobiłam to co on i już po chwili znaleźliśmy się na ruchliwej ulicy.
- Czemu wracałaś sama do domu? - zapytał, jakby go to interesowało.
- Umm.. wracałam od koleżanki. - przyznałam, bawiąc się swoimi mokrymi włosami.
- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Cicho zachichotałam i spojrzałam na niego przelotnie.
- Myślałam, że żartowałeś. - odwzajemniłam uśmiech.
- Ja nigdy nie żartuje, kochanie. - spojrzał na mnie i puścił mi oczko. To wyglądało dziwnie, ale przy tym cholernie seksownie. I to jak mnie nazwał... koniec. Przestaje o tym myśleć. Jestem głupia.
- Co powiedziałabyś, jak zaprosiłbym cię jutro na kawę? - zapytał, śmiejąc się głupkowato.
- Chętnie bym poszła. - przyznałam, opierając głowę o szybę.
- Serio? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Tak. Co w tym dziwnego? - przymrużyłam pytająco oczy.
- Nie, nic. Po prostu.. - zaczął niepewnie. - zresztą nieważne. - dodał, zaciskając mocniej dłonie na kierownicy.
- No co? - mruknęłam ciekawa. - Powiedź mi.
- Nie chce cię zranić. - zacisnął usta w cienką linię.
- Nie zranisz, obiecuje. - podniosłam się lekko i zaczęłam uważnie mu się przyglądać.
- Po ostatniej rozmowie myślałem, że nie lubisz wychodzić z domu. Powiedziałaś, że jeszcze nie pogodziłaś się ze śmiercią swojej mamy. - westchnął cicho.
- Nie mogę wiecznie siedzieć w domu. - przyznałam, przygryzając dolną wargę. - Muszę się trochę odstresować. - dodałam, spuszczając wzrok. Tak naprawdę to chciałabym lepiej poznać Justina. On jest bardzo do mnie podobny. Sądzę, że mógłby mi pomóc.
_________________________________
Dodaje rozdział na koniec wakacji! A tak w ogóle to powodzenia jutro w szkole. Mam do was prośbę, jeżeli przeczytacie rozdział, to zostawcie chociaż jeden, mały komentarz. Dziękuje, kocham was.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Rozdział 4: Sometime after it was normally.
- Przepraszam, za to co ostatnio ci powiedziałem. - mruknął, patrząc na mnie smutno.
- Tylko o tym chciałeś pogadać? - zapytałam zmieszana. Nie chciałam jego przeprosin. Mógł się liczyć ze słowami.
- Nie, ale na początku chciałem przyznać, że źle cię potraktowałem. - odpowiedział, kładąc ręce na swoich kolanach. Skinęłam głową, żeby kontynuował. - Rozmawiałem wczoraj z tatą i.. - cicho westchnął. - On chce, żeby zamieszkał z tobą. - dodał, zamykając na chwilę oczy, jakby chciał sobie coś wyobrazić. Tak właściwie nie wiem, co było w tym takiego złego.
- I to było takie ważne? - zapytałam z nutką zadrwienia w głosie.
- Zgodziłem się tylko dlatego, żebyś nie została sama. - przyznał, pocierając skronie.
- Przecież nie jestem sama. - przymrużyłam oczy i spojrzałam na niego pytająco.
- Tata wyjeżdża. - spuścił wzrok i złączył usta w cienką linię.
- Co? Czemu?! - powoli zauważałam co on tak na prawdę chciał mi przekazać.
- To nie jest ważne. Po prostu musi wyjechać. - powiedział, chwytając moją dłoń. - Wiem, że to będzie trudny okres, szczególnie dla ciebie. Nie wiem, czy dam radę uporać się z siedemnastolatką, która nawet nie chce z nikim rozmawiać. Boje się, że cię stracę. - popatrzył na mnie ze łzami w oczach.
- O czym ty mówisz? - zapytałam znów zaskoczona.
- Kłócimy się nawet rozmawiając przez telefon, a co jak zamieszkamy razem? - wstał z łóżka i złapał się za szyję.
- Kiedyś przecież było normalnie. - przyznałam, podchodząc do niego.
- Kiedyś żyła mama. - mruknął, przez co moja twarz stała się cała morka. Zawszę płaczę, kiedy ktoś o niej wspomni.
- Poradzimy sobie. - szepnęłam, ale na szczęście Louis mnie usłyszał. Przytulił mnie do siebie i delikatnie pogłaskał po włosach. - Kiedy on wyjeżdża? - zapytałam, przerywając ciszę.
- Jutro. - odparł, oblizując usta.
- Chce zostać sama. - powiedziałam, odrywając się od niego. O nic nie zapytał i po prostu wyszedł z pokoju. Cieszył mnie ten fakt.
Usiadłam na brzegu łóżka i sięgnęłam telefon z komody. Przeglądałam swoją listę kontaktów, aż w końcu znalazłam Alex. Wybrałam jej numer i przycisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odebrała po dwóch sygnałach.
- Możemy się spotkać? - zapytałam, wycierając łzy.
- Co się stało? - odparła z niepokojem.
- Nie chce rozmawiać o tym przez telefon. - schowałam za ucho, kosmyk włosów, który znalazł się na mojej twarzy.
- Zaraz u ciebie będę. - nic nie odpowiadając, rozłączyłam się. Otworzyłam swoją szafę i wyjęłam z niej szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Do tego postanowiłam ubrać swoje czarne adidasy. Szybko się przebrałam i ręką przeczesałam włosy. Chciałam wyjść z domu, zanim przyjedzie tu Alex. Nikt nie może wiedzieć, że chce się z nią spotkać. Ostrożnie otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyszłam na korytarz. Powoli schodziłam po schodach, aż w końcu znalazłam się koło drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam głos za sobą, więc natychmiast się odwróciłam.
- Nigdzie. - odparłam i próbowałam się uśmiechnąć, ale pewnie mój uśmiech bardziej przypominał grymas.
- Przecież widzę. - powiedział mój brat, przechylając głowę w lewo. - A tak właściwie, to ja dobrze widzę, że ty, ty wychodzisz z domu? - zapytał zaskoczony, przez co odetchnęłam z ulgą. Może w końcu da mi wyjść bez licznych wyjaśnień.
- Idę na spacer. Tak na chwilę, żeby się przewietrzyć. - machnęłam lekceważąco ręką i znów odwróciłam się w stronę drzwi, chwytając za klamkę.
- Okeey. - odparł irytująco. - Miłego spaceru? - powiedział, chociaż bardziej brzmiało to jak pytanie. Otworzyłam drzwi, a zimny wiatr od razu rozwiał moje rozpuszczone włosy. Stanęłam przed domem i czekałam, aż moje oczy ujrzą samochód Alex. Gdy tylko go zobaczyłam, wsiadłam na przednie siedzenie.
- Możemy gdzieś pojechać, proszę. - mruknęłam, na co moja kuzynka skinęła tylko głową. Jechałyśmy w totalnej ciszy. Po kilkunastu minutach zatrzymałyśmy się koło wielkiego budynku, który trochę przypominał hotel.
- To to za miejsce? - zapytałam, jednocześnie przerywając tą niezręczną ciszę.
- Internat. - odpowiedziała, lekko unosząc kąciki swoich ust. - Tutaj mieszka Hanna. - dodała, spoglądając na mnie.
- To chodźmy! - powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
Razem wyszłyśmy z auta i ruszyłyśmy w stronę wejścia. Stanęłam jak wryta, kiedy ujrzałam znajomą postać, idącą w naszym kierunku.
______________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział. Ostatnio nie mam na nic czasu, wybaczcie :c Nie sprawdzałam jeszcze rozdziału, bo chciałam go szybko dodać. Zrobię to później i poprawię wszystkie błędy.
Do następnego! < 3
- Tylko o tym chciałeś pogadać? - zapytałam zmieszana. Nie chciałam jego przeprosin. Mógł się liczyć ze słowami.
- Nie, ale na początku chciałem przyznać, że źle cię potraktowałem. - odpowiedział, kładąc ręce na swoich kolanach. Skinęłam głową, żeby kontynuował. - Rozmawiałem wczoraj z tatą i.. - cicho westchnął. - On chce, żeby zamieszkał z tobą. - dodał, zamykając na chwilę oczy, jakby chciał sobie coś wyobrazić. Tak właściwie nie wiem, co było w tym takiego złego.
- I to było takie ważne? - zapytałam z nutką zadrwienia w głosie.
- Zgodziłem się tylko dlatego, żebyś nie została sama. - przyznał, pocierając skronie.
- Przecież nie jestem sama. - przymrużyłam oczy i spojrzałam na niego pytająco.
- Tata wyjeżdża. - spuścił wzrok i złączył usta w cienką linię.
- Co? Czemu?! - powoli zauważałam co on tak na prawdę chciał mi przekazać.
- To nie jest ważne. Po prostu musi wyjechać. - powiedział, chwytając moją dłoń. - Wiem, że to będzie trudny okres, szczególnie dla ciebie. Nie wiem, czy dam radę uporać się z siedemnastolatką, która nawet nie chce z nikim rozmawiać. Boje się, że cię stracę. - popatrzył na mnie ze łzami w oczach.
- O czym ty mówisz? - zapytałam znów zaskoczona.
- Kłócimy się nawet rozmawiając przez telefon, a co jak zamieszkamy razem? - wstał z łóżka i złapał się za szyję.
- Kiedyś przecież było normalnie. - przyznałam, podchodząc do niego.
- Kiedyś żyła mama. - mruknął, przez co moja twarz stała się cała morka. Zawszę płaczę, kiedy ktoś o niej wspomni.
- Poradzimy sobie. - szepnęłam, ale na szczęście Louis mnie usłyszał. Przytulił mnie do siebie i delikatnie pogłaskał po włosach. - Kiedy on wyjeżdża? - zapytałam, przerywając ciszę.
- Jutro. - odparł, oblizując usta.
- Chce zostać sama. - powiedziałam, odrywając się od niego. O nic nie zapytał i po prostu wyszedł z pokoju. Cieszył mnie ten fakt.
Usiadłam na brzegu łóżka i sięgnęłam telefon z komody. Przeglądałam swoją listę kontaktów, aż w końcu znalazłam Alex. Wybrałam jej numer i przycisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odebrała po dwóch sygnałach.
- Możemy się spotkać? - zapytałam, wycierając łzy.
- Co się stało? - odparła z niepokojem.
- Nie chce rozmawiać o tym przez telefon. - schowałam za ucho, kosmyk włosów, który znalazł się na mojej twarzy.
- Zaraz u ciebie będę. - nic nie odpowiadając, rozłączyłam się. Otworzyłam swoją szafę i wyjęłam z niej szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Do tego postanowiłam ubrać swoje czarne adidasy. Szybko się przebrałam i ręką przeczesałam włosy. Chciałam wyjść z domu, zanim przyjedzie tu Alex. Nikt nie może wiedzieć, że chce się z nią spotkać. Ostrożnie otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyszłam na korytarz. Powoli schodziłam po schodach, aż w końcu znalazłam się koło drzwi wyjściowych.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam głos za sobą, więc natychmiast się odwróciłam.
- Nigdzie. - odparłam i próbowałam się uśmiechnąć, ale pewnie mój uśmiech bardziej przypominał grymas.
- Przecież widzę. - powiedział mój brat, przechylając głowę w lewo. - A tak właściwie, to ja dobrze widzę, że ty, ty wychodzisz z domu? - zapytał zaskoczony, przez co odetchnęłam z ulgą. Może w końcu da mi wyjść bez licznych wyjaśnień.
- Idę na spacer. Tak na chwilę, żeby się przewietrzyć. - machnęłam lekceważąco ręką i znów odwróciłam się w stronę drzwi, chwytając za klamkę.
- Okeey. - odparł irytująco. - Miłego spaceru? - powiedział, chociaż bardziej brzmiało to jak pytanie. Otworzyłam drzwi, a zimny wiatr od razu rozwiał moje rozpuszczone włosy. Stanęłam przed domem i czekałam, aż moje oczy ujrzą samochód Alex. Gdy tylko go zobaczyłam, wsiadłam na przednie siedzenie.
- Możemy gdzieś pojechać, proszę. - mruknęłam, na co moja kuzynka skinęła tylko głową. Jechałyśmy w totalnej ciszy. Po kilkunastu minutach zatrzymałyśmy się koło wielkiego budynku, który trochę przypominał hotel.
- To to za miejsce? - zapytałam, jednocześnie przerywając tą niezręczną ciszę.
- Internat. - odpowiedziała, lekko unosząc kąciki swoich ust. - Tutaj mieszka Hanna. - dodała, spoglądając na mnie.
- To chodźmy! - powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam.
Razem wyszłyśmy z auta i ruszyłyśmy w stronę wejścia. Stanęłam jak wryta, kiedy ujrzałam znajomą postać, idącą w naszym kierunku.
______________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział. Ostatnio nie mam na nic czasu, wybaczcie :c Nie sprawdzałam jeszcze rozdziału, bo chciałam go szybko dodać. Zrobię to później i poprawię wszystkie błędy.
Do następnego! < 3
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział 3: I know just how you feel.
- Więc dlaczego to robisz? - zapytał, kiedy już siedzieliśmy na ławce w parku. Spojrzałam na niego niepewnie i wzięłam głęboki oddech.
- Wiesz, jak to jest być samotnym? Stracić jedyną osobę, która cię kochała? - powiedziałam po chwili. - Ja naprawdę nie mam już sił, żeby żyć. - przyznałam, powodując, że ciepła ciesz zaczęła wypływać z moich oczu.
- Nie mów tak. - mruknął, obejmując mnie swoimi silnymi ramionami. - Będzie dobrze. - spojrzał na mnie z pełnym troski wyrazem twarzy.
- Nie kłam. - syknęłam, zamykając na chwilę oczy. - Minął rok, cały pieprzony rok. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zatracam się w tym wszystkim, rozumiesz? Potrzebuje pomocy. - powiedziałam, wypuszczając kolejne łzy.
- Jestem tu, żeby ci pomóc. - odparł, kładąc głowę w zgięciu mojej szyi.
- Jesteś na chwilę.. - mruknęłam, zaciskając usta w cienką linię. - jak każdy. - dodałam i momentalnie się od niego odsunęłam. - Chyba już pójdę. - rzuciłam i wstałam z ławki.
- Proszę. - szepnął, powodując, że popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma. - Pozwól sobie pomóc. - dodał i stanął przede mną.
- Jak? - zapytałam, pociągając ostatni raz nosem.
- Nie odtrącają osób, które chcą dla ciebie jak najlepiej. - mruknął, wystawiając dłoń w moim kierunku. - Chodź, odprowadzę cię do domu.
Do mojego domu było jakieś pięć minut drogi, więc mogłam dojść sama, chociaż nie powiem, że się nie bałam.. no, bo w końcu już była noc.
- Czemu w ogóle chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam, jednocześnie przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Chciałem ci pomóc. - odpowiedział, nonszalancko wzruszając ramionami.
- Tak, ale dlaczego? - potarłam ramię z zimna.
- Bo w pewnym sensie przeżyłem to co ty. - powiedział, przejeżdżając językiem po górnej wardze. - Zimno ci? - skinęłam nieśmiało głową. Chłopak zdjął z siebie bluzę i okrył nią moje drżące ciało.
- Dziękuje. - przelotnie się uśmiechnęłam i wróciłam do tematu. - W pewnym sensie? - zapytałam, marszcząc przy tym brwi.
- Moja siostra zginęłam w wypadku dwa lata temu. - przyznał, zamykając na chwilę powieki.
- Nie powiem, że mi przykro, bo wiem, że to wkurza, gdy ktoś w kółko to powtarza. Po prostu wiem, co czujesz. - powiedziałam, odwracając na chwilę od niego wzrok.
- Próbuje o tym nie myśleć, zapomnieć. - mruknął, przeczesując dłonią swoje brązowe włosy.
- Nie da się o tym zapomnieć. - szepnęłam, a z ust Justina wydobył się ciszy chichot. Dziwne.
- Da się.. o ile bardzo tego chcesz. Ty najwyraźniej nie pogodziłaś się ze śmiercią.. - popatrzył na mnie pytająco.
- Mamy. - mruknęłam, ściszając ton swojego głosu. - Jesteśmy już na miejscu. - wskazałam palcem na dom przed nami.
- Umm, tak. Do zobaczenia. - odparł chłopak i ruszył w przeciwną stronę.
- A bluza? - zapytałam, spoglądając na jego znikającą sylwetkę.
- Oddasz, kiedy się znów spotkamy! - krzyknął, ale i tak słabo było go słychać.
- A spotkamy? - szepnęłam bardziej do siebie, bo wiedziałam, że on mnie już nie słyszy. Stałam tam kilka sekund, pogrążona we własnych myślach, aż w końcu ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je kluczem- który na szczęście wzięłam z domu - i szybko weszłam po schodach na górę. Ściągnęłam niewygodne buty i pośpiesznym krokiem poszłam do swojego pokoju. Zapaliłam światło od bardzo dawna i rzuciłam się na łóżko. Postanowiłam zajrzeć do małej torebki, w celu znalezienia telefonu. Wyciągnęłam go z niej i odblokowałam. Zamarłam widząc liczbę nieodebranych połączeń.. i to wszystkich od Alex. Chyba jej nie powiedziałam, że wychodzę. Ups.
Natychmiast wystukałam jej numer i czekałam aż odbierze.
- Boże, Aria! - krzyknęła, jednocześnie ze szczęściem i złością. - Gdzie ty do cholery jesteś? - zapytała zmartwiona.
- W domu. - mruknęłam niepewnie.
- Wróciłaś sama? - nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Ktoś mnie odprowadził. Zresztą nieważne. - machnęłam lekceważąco ręką, chociaż wiedziałam, że ona tego nie widzi.
- Okeeeey. - przeciągnęła irytująco "e".
- Dziękuje, że mnie wyciągnęłaś z domu. To chyba nie był najgorszy pomysł. - przyznałam, a do mojego ucha dobiegł głośny chichot mojej kuzynki.
- Mówiłam ci przecież, że będzie fajnie. - powiedziała z uczuciem satysfakcji. - Muszę kończyć. - dodała, rozłączając się.
Podeszłam do swojej szafy, żeby wyjąć z niej luźną bluzkę i czystą bieliznę. Weszłam z ubraniami do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wytarłam się delikatnie ręcznikiem, po czym założyłam przygotowane rzeczy. Rozpuściłam swoje włosy, rozczesując je powoli. Zmyłam makijaż - o ile mogę, tak to nazwać - i z powrotem weszłam do pokoju. Przetarłam oczy ze zmęczenia i zgasiłam wciąż zapalone światło. Bezwładnie opadłam na łóżko, zamykając przy tym powieki. Od razu zapadłam w głęboki sen.
***
Rano obudziło mnie głośnie walnie do drzwi. Jęknęłam w duchu i powoli ruszyłam, żeby otworzyć. Ktokolwiek teraz stał za tymi drzwiami, powinien zostać martwy, przez to, że przerwał mój sen.
- Już idę. - mruknęłam, kiedy usłyszałam jeszcze głośniejszy hałas. Pociągnęłam za klamkę i spojrzałam na chłopaka, który właśnie ukazał się moim oczom.
- Louis? - zapytałam zaskoczona, jego obecnością w tym domu. - Co ty tu robisz? - dodałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Musimy poważnie pogadać. - mruknął, powodując u mnie uczucie niepewności, którego tak nie lubiłam.
- Jasne, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi, tym samym wpuszczając go do swojego pokoju. Tylko jemu jeszcze pozwalałam tu wchodzić, chociaż po ostatnim incydencie dziwię się, że dałam mu tu wejść.
- Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam, kiedy usiadł już na krześle. Przełknął głośno ślinę i popatrzył na mnie w bólem, powodując ukłucie w moim sercu. Ehh, ta cholerna niepewność.
____________________________________________
Szalona ja.. dodaje rozdział o 2! Długo go pisałam i dlatego tak późno :c
Bardzo się cieszę, że piszę to opowiadanie, bo Justin i Lucy są moimi idolami. Jucy aka najpiękniejsza para ever haha. Żeby was już nie zanudzać, powiem tylko, że następny rozdział będzie w niedzielę lub wtorek.
Dziękuje za komentarze, kocham was! xox
- Wiesz, jak to jest być samotnym? Stracić jedyną osobę, która cię kochała? - powiedziałam po chwili. - Ja naprawdę nie mam już sił, żeby żyć. - przyznałam, powodując, że ciepła ciesz zaczęła wypływać z moich oczu.
- Nie mów tak. - mruknął, obejmując mnie swoimi silnymi ramionami. - Będzie dobrze. - spojrzał na mnie z pełnym troski wyrazem twarzy.
- Nie kłam. - syknęłam, zamykając na chwilę oczy. - Minął rok, cały pieprzony rok. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zatracam się w tym wszystkim, rozumiesz? Potrzebuje pomocy. - powiedziałam, wypuszczając kolejne łzy.
- Jestem tu, żeby ci pomóc. - odparł, kładąc głowę w zgięciu mojej szyi.
- Jesteś na chwilę.. - mruknęłam, zaciskając usta w cienką linię. - jak każdy. - dodałam i momentalnie się od niego odsunęłam. - Chyba już pójdę. - rzuciłam i wstałam z ławki.
- Proszę. - szepnął, powodując, że popatrzyłam na niego załzawionymi oczyma. - Pozwól sobie pomóc. - dodał i stanął przede mną.
- Jak? - zapytałam, pociągając ostatni raz nosem.
- Nie odtrącają osób, które chcą dla ciebie jak najlepiej. - mruknął, wystawiając dłoń w moim kierunku. - Chodź, odprowadzę cię do domu.
Do mojego domu było jakieś pięć minut drogi, więc mogłam dojść sama, chociaż nie powiem, że się nie bałam.. no, bo w końcu już była noc.
- Czemu w ogóle chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam, jednocześnie przerywając niezręczną ciszę między nami.
- Chciałem ci pomóc. - odpowiedział, nonszalancko wzruszając ramionami.
- Tak, ale dlaczego? - potarłam ramię z zimna.
- Bo w pewnym sensie przeżyłem to co ty. - powiedział, przejeżdżając językiem po górnej wardze. - Zimno ci? - skinęłam nieśmiało głową. Chłopak zdjął z siebie bluzę i okrył nią moje drżące ciało.
- Dziękuje. - przelotnie się uśmiechnęłam i wróciłam do tematu. - W pewnym sensie? - zapytałam, marszcząc przy tym brwi.
- Moja siostra zginęłam w wypadku dwa lata temu. - przyznał, zamykając na chwilę powieki.
- Nie powiem, że mi przykro, bo wiem, że to wkurza, gdy ktoś w kółko to powtarza. Po prostu wiem, co czujesz. - powiedziałam, odwracając na chwilę od niego wzrok.
- Próbuje o tym nie myśleć, zapomnieć. - mruknął, przeczesując dłonią swoje brązowe włosy.
- Nie da się o tym zapomnieć. - szepnęłam, a z ust Justina wydobył się ciszy chichot. Dziwne.
- Da się.. o ile bardzo tego chcesz. Ty najwyraźniej nie pogodziłaś się ze śmiercią.. - popatrzył na mnie pytająco.
- Mamy. - mruknęłam, ściszając ton swojego głosu. - Jesteśmy już na miejscu. - wskazałam palcem na dom przed nami.
- Umm, tak. Do zobaczenia. - odparł chłopak i ruszył w przeciwną stronę.
- A bluza? - zapytałam, spoglądając na jego znikającą sylwetkę.
- Oddasz, kiedy się znów spotkamy! - krzyknął, ale i tak słabo było go słychać.
- A spotkamy? - szepnęłam bardziej do siebie, bo wiedziałam, że on mnie już nie słyszy. Stałam tam kilka sekund, pogrążona we własnych myślach, aż w końcu ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je kluczem- który na szczęście wzięłam z domu - i szybko weszłam po schodach na górę. Ściągnęłam niewygodne buty i pośpiesznym krokiem poszłam do swojego pokoju. Zapaliłam światło od bardzo dawna i rzuciłam się na łóżko. Postanowiłam zajrzeć do małej torebki, w celu znalezienia telefonu. Wyciągnęłam go z niej i odblokowałam. Zamarłam widząc liczbę nieodebranych połączeń.. i to wszystkich od Alex. Chyba jej nie powiedziałam, że wychodzę. Ups.
Natychmiast wystukałam jej numer i czekałam aż odbierze.
- Boże, Aria! - krzyknęła, jednocześnie ze szczęściem i złością. - Gdzie ty do cholery jesteś? - zapytała zmartwiona.
- W domu. - mruknęłam niepewnie.
- Wróciłaś sama? - nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Ktoś mnie odprowadził. Zresztą nieważne. - machnęłam lekceważąco ręką, chociaż wiedziałam, że ona tego nie widzi.
- Okeeeey. - przeciągnęła irytująco "e".
- Dziękuje, że mnie wyciągnęłaś z domu. To chyba nie był najgorszy pomysł. - przyznałam, a do mojego ucha dobiegł głośny chichot mojej kuzynki.
- Mówiłam ci przecież, że będzie fajnie. - powiedziała z uczuciem satysfakcji. - Muszę kończyć. - dodała, rozłączając się.
Podeszłam do swojej szafy, żeby wyjąć z niej luźną bluzkę i czystą bieliznę. Weszłam z ubraniami do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wytarłam się delikatnie ręcznikiem, po czym założyłam przygotowane rzeczy. Rozpuściłam swoje włosy, rozczesując je powoli. Zmyłam makijaż - o ile mogę, tak to nazwać - i z powrotem weszłam do pokoju. Przetarłam oczy ze zmęczenia i zgasiłam wciąż zapalone światło. Bezwładnie opadłam na łóżko, zamykając przy tym powieki. Od razu zapadłam w głęboki sen.
***
Rano obudziło mnie głośnie walnie do drzwi. Jęknęłam w duchu i powoli ruszyłam, żeby otworzyć. Ktokolwiek teraz stał za tymi drzwiami, powinien zostać martwy, przez to, że przerwał mój sen.
- Już idę. - mruknęłam, kiedy usłyszałam jeszcze głośniejszy hałas. Pociągnęłam za klamkę i spojrzałam na chłopaka, który właśnie ukazał się moim oczom.
- Louis? - zapytałam zaskoczona, jego obecnością w tym domu. - Co ty tu robisz? - dodałam i spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Musimy poważnie pogadać. - mruknął, powodując u mnie uczucie niepewności, którego tak nie lubiłam.
- Jasne, wejdź. - otworzyłam szerzej drzwi, tym samym wpuszczając go do swojego pokoju. Tylko jemu jeszcze pozwalałam tu wchodzić, chociaż po ostatnim incydencie dziwię się, że dałam mu tu wejść.
- Więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam, kiedy usiadł już na krześle. Przełknął głośno ślinę i popatrzył na mnie w bólem, powodując ukłucie w moim sercu. Ehh, ta cholerna niepewność.
____________________________________________
Szalona ja.. dodaje rozdział o 2! Długo go pisałam i dlatego tak późno :c
Bardzo się cieszę, że piszę to opowiadanie, bo Justin i Lucy są moimi idolami. Jucy aka najpiękniejsza para ever haha. Żeby was już nie zanudzać, powiem tylko, że następny rozdział będzie w niedzielę lub wtorek.
Dziękuje za komentarze, kocham was! xox
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 2: Never do that again.
- Żartujesz? - zapytałam z rozbawieniem. Kiedy pokiwała przecząco głową, wyraz mojej twarzy spoważniał. - Chyba nie sądzisz, że pójdę z tobą? - mruknęłam, cicho chichocząc.
- To tylko urodziny mojego przyjaciela. Proszę, zgódź się! - namawiała mnie Alex, ale nie miałam zamiaru zmienić decyzji.
- Nie! - krzyknęłam, odwracając się w stronę mojego pokoju.
- Musisz się odstresować. Twoja mama chciałaby, żebyś w końcu się rozerwała.. - powiedziała, łapiąc moją rękę. Dobrze, że nie mogła widzieć mojej twarzy, po której spływały łzy. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił, co chciałaby moja mama, bo wtedy zawszę się poddaje. Wytarłam szybko morkę policzki i znów spojrzałam na nią.
- Okey. Pójdę.. ale tylko na chwilę. - mruknęłam, patrząc jak moja kuzynka skacze z radości. To był dziwny widok.
- Chodź ze mną! Musimy cię zrobić na bóstwo! - odparła entuzjastycznie i ruszyła w stronę torby, która leżała na ziemi - nie widziałam jej wcześniej. Wyjęła z niej krótką, czarną sukienkę.
- Przymierz ją! - zażądała, podając mi ubranie.
- Serio? Sukienka? - zapytałam rozdrażniona i przewróciłam oczami.
- Będzie w niej wyglądać seksownie. - mruknęła, puszczając mi oczko.
- Wolałabym założyć spodnie. - syknęłam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Nie przesadzaj. Idź to załóż i chociaż raz w życiu wyglądaj jak księżniczka. - walnęłam się ręką w czoło i poszłam do łazienki założyć ubranie. Byłam głupia, że jednak zgodziłam się z nią wyjść.
- Wyglądasz.. wow! - powiedziała Alex, kiedy wyszłam już przebrana. Podeszłam do lusterka i obejrzałam się w nim kilka razy. Może i wyglądałam całkiem nieźle, ale nie czułam się w tym ubraniu zbyt dobrze. To nie był mój styl. Nie miałam na sobie sukienki już od jakiegoś roku.
- Możemy już iść? - zapytałam zmęczona tym wszystkim. Chciałam jak najszybciej tam iść i jak najszybciej stamtąd wrócić.
- Jeszcze makijaż. - odparła moja kuzynka i zaczęła szukać potrzebnych rzeczy w torbie.
- Nie! Na nic więcej mnie nie namówisz. - syknęłam, słysząc głośne westchnięcie Alex.
- To może chociaż rzęsy? - starała się mnie nadal namówić. Przewróciłam oczami i skinęłam od nie chcenia głową. Miałam już tego dość. - Jej! - krzyknęła podekscytowana i delikatnie pomalowała moje rzęsy.
- A teraz chodźmy! - zażądałam i razem zeszłyśmy po schodach.
- Jedziemy samochodem z moimi znajomymi.. polubisz ich! - Alex była przepełniona pozytywną energią, co zaczynało mnie drażnić. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy w stronę auta.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz wychodziłam na świeże powietrze. - przyznałam, przez co moja kuzynka zaśmiała się. Weszłyśmy do auta, w którym czekało już na nas dwóch nieznanych mi chłopaków i jedna dziewczyna, którą dziwnym trafem, skądś pamiętałam.
- Aria! - krzyknęła na mój widok i mocno się we mnie wtuliła. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. - Pamiętasz mnie jeszcze? - zapytała.
- Jak mogłabym cię zapomnieć, Hanna? - odpowiedziałam, przez co cichy chichot wydostał się z jej ust. Na szczęście chłopaki siedzieli z przodu, więc nawet nie próbowali z nami rozmawiać. Jedna rzecz, która mnie ucieszyła.
- Co tam u ciebie, słonko? - zapytała Hanna, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem.
- Nie wypytuj tak! - syknęła zła Alex. - Ona przyszła się zabawić, a nie wywiadu udzielać. - dodała i wyjrzała przez okno w samochodzie. Podziękowałam jej w duchu, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co mogłabym odpowiedzieć Hannie. Reszta drogi minęła w ciszy. Nikt nawet nie próbował jej przerwać.
- Jesteśmy. - mruknął jeden z chłopaków, kiedy zaparkowaliśmy koło wielkiego domu. Wysiadłam pierwsza i czekałam na resztę. Kiedy chłopaki mnie zauważyli od razu do mnie podeszli.
- Przepraszam, że wcześniej się nie odzywaliśmy. Myśleliśmy, że już cię znamy czy coś. - zaśmiał się jeden z nich i wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem Kendall. - uśmiechnął się serdecznie.
- A ja Josh. - powiedział drugi i także wystawił dłoń w moim kierunku.
- Aria. - mruknęłam i wymusiłam uśmiech, który na szczęście kupili.
- Nie męczcie jej. - powiedziała Alex, przechodząc obok nas. Odkąd wsiedliśmy do samochodu, zachowywała się dziwnie..
Wszyscy razem ruszyliśmy w stronę wejścia i po chwili byliśmy już w korytarzu, na którym pełno było tańczących osób.
- Rozejrzę się. - rzuciłam i poszłam szukać spokojniejszego miejsca. Poszłam do ogrodu, w którym było trochę mniej ludzi. Usiadłam na ławeczce i oglądałam jak nieznajome mi osoby, skaczą nagie do basenu. Jak na razie nie znalazłam innej rozrywki.
- Hej maleńka! - krzyknął do mnie ciemnoskóry chłopak. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zaczął iść w moim kierunku.
- Jak podoba ci się impreza? - obrzydliwie oblizał usta i usiadł obok mnie, kładąc rękę na moim kolanie.
- Jest.. fajnie. - odpowiedziałam, próbując strącić jego dłoń... bezskutecznie.
- Może być jeszcze fajniej. - jego dłoń przesuwała się po mojej nodze, powodując u mnie dreszcze. Bałam się go. Jedyne czego mi brakowało to gwałt.
Przybliżył swoją twarz do mojego ucha i zaczął je nachalnie ssać.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam, kiedy jego usta zbliżały się do moich.
- Zamknij się, suko. - syknął, próbując odpiąć zamek w mojej sukience.
- Nie słyszałeś o co prosiła cię ta pani? - zapytał nieznany dotąd mi głos.
- Spierdalaj. - odparł Murzyn i nie zwracając uwagi na chłopaka obok, próbował przybliżyć mnie do siebie.
Widząc to ten drugi złapał go za szyję i siłą odciągnął ode mnie. Po czym zaczął okładać go pięściami. Kiedy leżał już zakrwawiony, podszedł do mnie.
- Wszystko okey? - zapytał i spojrzał na mnie ze zmartwieniem.
- Tak, dziękuje. - mruknęłam nieśmiało i spuściłam wzrok. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć coś więcej.
- Jestem Justin. - uśmiechnął się łobuzersko i wyciągnął swoją rękę w moją stronę.
- A ja Aria. - odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam jego dłoń.
- O boże! - zasłonił usta drugą ręką i spojrzał na mnie ze smutkiem. - Nigdy więcej tego nie rób. - dodał, na chwilę zamykając oczy.
- Czego? - zapytałam zaskoczona, a moje brwi na moment się złączyły.
- Nigdy więcej nie sprawiaj sobie bólu. - wskazał palcem na mój nadgarstek. Kompletnie o tym zapomniałam. Schowałam swoją rękę i natychmiast wstałam.
- Muszę już iść. - przyznałam i zaczęłam iść w stronę domu.
- Zaczekaj. - złapał mnie za ramię, przez co byłam zmuszona odwrócić się do niego. - Dlaczego to robisz? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Nikt nigdy o to nie zapytał.
- Nie zrozumiałbyś. - mruknęłam i z trudem zatrzymywałam łzy.
- Tego nie wiesz. Nie znasz mnie. - odparł, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Właśnie dlatego, że cię nie znam, nie powiem ci. - odwróciłam się, ale nie odeszłam. Nadal chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierzało.
- Chce ci tylko pomóc. - przyznał i cicho westchnął. - Może pójdziemy porozmawiać w cichsze miejsce? - zapytał, zmniejszając odległość między nami. Skinęłam głową i spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy zagościł wielki uśmiech. Czy każdy tu musi być taki szczęśliwy?
Złapał delikatnie moją dłoń i wyszliśmy furtką na wielki parking. Nie znałam go, nie wiedziałam jakie miał zamiary, ale chciałam z nim porozmawiać. Tylko on przez całe moje życie, chciał się dowiedzieć co czuję. Tylko on miał tyle odwagi, żeby o to spytać. I właśnie dlatego, postanowiłam mu zaufać.
_____________________________________________
Co sądzicie o rozdziale? Dziękuje za wszystkie wejścia na bloga. Mam nadzieje, że chociaż w małym stopniu spodobało wam się moje opowiadanie :/
Jeżeli chcecie się jakoś ze mną skontaktować, to podaje wam mojego twittera:
https://twitter.com/MAGIC1382
Do następnego :))
- To tylko urodziny mojego przyjaciela. Proszę, zgódź się! - namawiała mnie Alex, ale nie miałam zamiaru zmienić decyzji.
- Nie! - krzyknęłam, odwracając się w stronę mojego pokoju.
- Musisz się odstresować. Twoja mama chciałaby, żebyś w końcu się rozerwała.. - powiedziała, łapiąc moją rękę. Dobrze, że nie mogła widzieć mojej twarzy, po której spływały łzy. Nie lubiłam, gdy ktoś mówił, co chciałaby moja mama, bo wtedy zawszę się poddaje. Wytarłam szybko morkę policzki i znów spojrzałam na nią.
- Okey. Pójdę.. ale tylko na chwilę. - mruknęłam, patrząc jak moja kuzynka skacze z radości. To był dziwny widok.
- Chodź ze mną! Musimy cię zrobić na bóstwo! - odparła entuzjastycznie i ruszyła w stronę torby, która leżała na ziemi - nie widziałam jej wcześniej. Wyjęła z niej krótką, czarną sukienkę.
- Przymierz ją! - zażądała, podając mi ubranie.
- Serio? Sukienka? - zapytałam rozdrażniona i przewróciłam oczami.
- Będzie w niej wyglądać seksownie. - mruknęła, puszczając mi oczko.
- Wolałabym założyć spodnie. - syknęłam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Nie przesadzaj. Idź to załóż i chociaż raz w życiu wyglądaj jak księżniczka. - walnęłam się ręką w czoło i poszłam do łazienki założyć ubranie. Byłam głupia, że jednak zgodziłam się z nią wyjść.
- Wyglądasz.. wow! - powiedziała Alex, kiedy wyszłam już przebrana. Podeszłam do lusterka i obejrzałam się w nim kilka razy. Może i wyglądałam całkiem nieźle, ale nie czułam się w tym ubraniu zbyt dobrze. To nie był mój styl. Nie miałam na sobie sukienki już od jakiegoś roku.
- Możemy już iść? - zapytałam zmęczona tym wszystkim. Chciałam jak najszybciej tam iść i jak najszybciej stamtąd wrócić.
- Jeszcze makijaż. - odparła moja kuzynka i zaczęła szukać potrzebnych rzeczy w torbie.
- Nie! Na nic więcej mnie nie namówisz. - syknęłam, słysząc głośne westchnięcie Alex.
- To może chociaż rzęsy? - starała się mnie nadal namówić. Przewróciłam oczami i skinęłam od nie chcenia głową. Miałam już tego dość. - Jej! - krzyknęła podekscytowana i delikatnie pomalowała moje rzęsy.
- A teraz chodźmy! - zażądałam i razem zeszłyśmy po schodach.
- Jedziemy samochodem z moimi znajomymi.. polubisz ich! - Alex była przepełniona pozytywną energią, co zaczynało mnie drażnić. Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy w stronę auta.
- Nie pamiętam kiedy ostatni raz wychodziłam na świeże powietrze. - przyznałam, przez co moja kuzynka zaśmiała się. Weszłyśmy do auta, w którym czekało już na nas dwóch nieznanych mi chłopaków i jedna dziewczyna, którą dziwnym trafem, skądś pamiętałam.
- Aria! - krzyknęła na mój widok i mocno się we mnie wtuliła. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. - Pamiętasz mnie jeszcze? - zapytała.
- Jak mogłabym cię zapomnieć, Hanna? - odpowiedziałam, przez co cichy chichot wydostał się z jej ust. Na szczęście chłopaki siedzieli z przodu, więc nawet nie próbowali z nami rozmawiać. Jedna rzecz, która mnie ucieszyła.
- Co tam u ciebie, słonko? - zapytała Hanna, wpatrując się we mnie z szerokim uśmiechem.
- Nie wypytuj tak! - syknęła zła Alex. - Ona przyszła się zabawić, a nie wywiadu udzielać. - dodała i wyjrzała przez okno w samochodzie. Podziękowałam jej w duchu, bo tak naprawdę nie wiedziałam, co mogłabym odpowiedzieć Hannie. Reszta drogi minęła w ciszy. Nikt nawet nie próbował jej przerwać.
- Jesteśmy. - mruknął jeden z chłopaków, kiedy zaparkowaliśmy koło wielkiego domu. Wysiadłam pierwsza i czekałam na resztę. Kiedy chłopaki mnie zauważyli od razu do mnie podeszli.
- Przepraszam, że wcześniej się nie odzywaliśmy. Myśleliśmy, że już cię znamy czy coś. - zaśmiał się jeden z nich i wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem Kendall. - uśmiechnął się serdecznie.
- A ja Josh. - powiedział drugi i także wystawił dłoń w moim kierunku.
- Aria. - mruknęłam i wymusiłam uśmiech, który na szczęście kupili.
- Nie męczcie jej. - powiedziała Alex, przechodząc obok nas. Odkąd wsiedliśmy do samochodu, zachowywała się dziwnie..
Wszyscy razem ruszyliśmy w stronę wejścia i po chwili byliśmy już w korytarzu, na którym pełno było tańczących osób.
- Rozejrzę się. - rzuciłam i poszłam szukać spokojniejszego miejsca. Poszłam do ogrodu, w którym było trochę mniej ludzi. Usiadłam na ławeczce i oglądałam jak nieznajome mi osoby, skaczą nagie do basenu. Jak na razie nie znalazłam innej rozrywki.
- Hej maleńka! - krzyknął do mnie ciemnoskóry chłopak. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zaczął iść w moim kierunku.
- Jak podoba ci się impreza? - obrzydliwie oblizał usta i usiadł obok mnie, kładąc rękę na moim kolanie.
- Jest.. fajnie. - odpowiedziałam, próbując strącić jego dłoń... bezskutecznie.
- Może być jeszcze fajniej. - jego dłoń przesuwała się po mojej nodze, powodując u mnie dreszcze. Bałam się go. Jedyne czego mi brakowało to gwałt.
Przybliżył swoją twarz do mojego ucha i zaczął je nachalnie ssać.
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam, kiedy jego usta zbliżały się do moich.
- Zamknij się, suko. - syknął, próbując odpiąć zamek w mojej sukience.
- Nie słyszałeś o co prosiła cię ta pani? - zapytał nieznany dotąd mi głos.
- Spierdalaj. - odparł Murzyn i nie zwracając uwagi na chłopaka obok, próbował przybliżyć mnie do siebie.
Widząc to ten drugi złapał go za szyję i siłą odciągnął ode mnie. Po czym zaczął okładać go pięściami. Kiedy leżał już zakrwawiony, podszedł do mnie.
- Wszystko okey? - zapytał i spojrzał na mnie ze zmartwieniem.
- Tak, dziękuje. - mruknęłam nieśmiało i spuściłam wzrok. Byłam w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć coś więcej.
- Jestem Justin. - uśmiechnął się łobuzersko i wyciągnął swoją rękę w moją stronę.
- A ja Aria. - odwzajemniłam uśmiech i uścisnęłam jego dłoń.
- O boże! - zasłonił usta drugą ręką i spojrzał na mnie ze smutkiem. - Nigdy więcej tego nie rób. - dodał, na chwilę zamykając oczy.
- Czego? - zapytałam zaskoczona, a moje brwi na moment się złączyły.
- Nigdy więcej nie sprawiaj sobie bólu. - wskazał palcem na mój nadgarstek. Kompletnie o tym zapomniałam. Schowałam swoją rękę i natychmiast wstałam.
- Muszę już iść. - przyznałam i zaczęłam iść w stronę domu.
- Zaczekaj. - złapał mnie za ramię, przez co byłam zmuszona odwrócić się do niego. - Dlaczego to robisz? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Nikt nigdy o to nie zapytał.
- Nie zrozumiałbyś. - mruknęłam i z trudem zatrzymywałam łzy.
- Tego nie wiesz. Nie znasz mnie. - odparł, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Właśnie dlatego, że cię nie znam, nie powiem ci. - odwróciłam się, ale nie odeszłam. Nadal chciałam wiedzieć, do czego to wszystko zmierzało.
- Chce ci tylko pomóc. - przyznał i cicho westchnął. - Może pójdziemy porozmawiać w cichsze miejsce? - zapytał, zmniejszając odległość między nami. Skinęłam głową i spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy zagościł wielki uśmiech. Czy każdy tu musi być taki szczęśliwy?
Złapał delikatnie moją dłoń i wyszliśmy furtką na wielki parking. Nie znałam go, nie wiedziałam jakie miał zamiary, ale chciałam z nim porozmawiać. Tylko on przez całe moje życie, chciał się dowiedzieć co czuję. Tylko on miał tyle odwagi, żeby o to spytać. I właśnie dlatego, postanowiłam mu zaufać.
_____________________________________________
Co sądzicie o rozdziale? Dziękuje za wszystkie wejścia na bloga. Mam nadzieje, że chociaż w małym stopniu spodobało wam się moje opowiadanie :/
Jeżeli chcecie się jakoś ze mną skontaktować, to podaje wam mojego twittera:
https://twitter.com/MAGIC1382
Do następnego :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)